Czeska kinematografia to temat-rzeka. Można by o niej napisać kilkutomową encyklopedię.
Ja Wam dziś zaproponuję zaledwie kilka ciekawych pozycji, do jakich dotarłam w ciągu ostatnich lat. To nie żaden, Bóg wie jaki, research konsultowany ze specjalistami z tej dziedziny i zakrapiany litrami śliwowicy. To raczej lista filmów, które przypadkiem udało mi się obejrzeć i nie żałowałam tego.
Fair play (dramat, 2014 rok) Czechosłowacja, lata 80-te. Młoda sprinterka ma nadzieję na dostanie się do kadry i uczestnictwo w olimpiadzie. Jej lekarz i trener naciskają na dziewczynę, by zaczęła brać sterydy anaboliczne. Ona nie chcąc przyjmować dopingu, trenuje ponad siły, by mieć lepsze wyniki. Służba bezpieczeństwa szantażuje matkę dziewczyny, by zaczęła donosić na mężczyznę, w którym jest zakochana. W przeciwnym razie kariera córki zawiśnie na włosku.
Białe Karpaty to pasmo górskie na pograniczu Czech i Słowacji. Najwyższym szczytem jest Wielka Jaworzyna - 970m n.p.m. Można tam pojeździć na nartach i na biegówkach, są ścieżki piesze i rowerowe. Ale nie o sporcie chciałam dziś pisać, ale o mojej drugiej miłości, którą jest kultura ludowa.
Autor: Jiří Komárek, Wikipedia.
Biale Karpaty to zagłębie folkloru. Dba się tam o tradycję w sposób wielowymiarowy. Kuchnia, śpiew, taniec, strój regionalny, obrzędy, rzemiosło, dialekt - wszystkie te aspekty zajmują istotne miejsce w życiu lokalnej społeczności.
Bardzo lubię Słowację, mam do niej przysłowiowy "rzut beretem", dlatego od czasu do czasu tam zaglądam, zarówno do realnego, jak i tego wirtualnego słowackiego świata.
Niedawno odkryłam vlogerkę, AbbieTrulíkovą, która nagrywa po angielsku, jest Murzynką i ma męża Słowaka.
Para poznała się w Wielkiej Brytanii (to taka druga Europa Centralna, czy jak mówią moi czescy znajomi, "polskie kolonie" xD).
Wzięli ślub w Trnavie, na Słowacji.
Abbie z mężem
Jak możecie się domyśleć, był to dla Abbie skok na głęboką wodę. Niewiele wiedziała o Słowacji, zaczęła się od podstaw uczyć języka i lokalnych zwyczajów.
Swoje doświadczenia opisuje na vlogu, który znajdziecie tu.
Wskrócie: Abbie mówi, że jest dla niej nowością to, że mąż mówi jej prawdę, bez owijania w bawełnę. Np. "Kochanie, czy ja przytyłam?" - "Tak, przytyłaś". Co w Anglii jest nietypowe :)
Słowackie zwyczaje wielkanocne tj. polewanie kobiet zimną wodą i bicie witkami wierzbowymi wydaje się jej okrutne.
Bawi ją to, jak niektórzy ludzie na nią reagują. Pewna kobieta na basenie o mało nie wykręciła sobie szyi, oglądając się za Abbie, pływającą na torze obok ;)
Czytając komentarze na swój temat, czasem nie wie czy ma się śmiać czy współczuć czy jedno i drugie, kiedy np. czyta, że zniszczy mężowi jego słowackie geny...
Kanał Abbie śledzi sporo Słowaków i Czechów. W końcu to ciekawe popatrzeć na siebie samego z innej perspektywy.
Podoba mi się jej poczucie humoru, pewność siebie i to, że demaskuje różne śmieszne zjawiska i postawy, jak np. na filmie o urodzie kobiet na Słowacji.
---------------------------------------------------------
Dziękuję, że czytacie moje teksty:) Wkrótce pojawi się artykuł o Tomio Okamurze, czeskim polityku japońskiego pochodzenia oraz o słowackiej mafii.
Zachęcam do śledzenia fejsbukowej strony bloga. Będziecie na bierząco. Pozdrawiam!
Dziś taki bardzo lokalny news, niemniej jednak wg mnie ciekawy i dający pewien obraz, tego, jaką wizję czy hierarchę potrzeb ma szkoła w jednej z podbrneńskich wsi (i całkiem możliwe, że nie ta jedna).
Jednego razu idę przez Drásov i widzę, że na placu przed szkołą sa ustawione stoliki, na których leżą karabiny. Kilkanaście metrów przed stolikami są powieszone na sznurkach plastikowe butelki pełniące rolę tarczy.
Otóż szkoła zorganizowała DzieńObrony (cz. Branný den). Odbywało się to w ramach programu POKOS, tj. przygotowanie obywateli do obrony kraju. Dzieci mogły zapoznać się z strukturami armii Republiki Czeskiej, dowiedzieć się, jakie są ich obowiązki względem państwa, przypominali sobie zasady udzielania pierwszej pomocy, uczyli się strzelać i rzucać granatem do celu, jak wezwać pomoc, jak zachować się w przypadku pożaru, powodzi czy ataku chemicznego.
Kilka dni wcześniej w budynku sali gimnastycznej odbyła się prelekcja prowadzona przez dwóch młodych mężczyzn poruszających się na wózkach inwalidzkich na wskutek urazu (skok na głowę do basenu i wypadek na snowboardzie). Mężczyźni opowiadali jak wyglądało ich życie przed i po wypadku, ostrzegali dzieci przed bezmyślnym ryzykiem i tłumaczyli, że spory procent młodych osób porusza się na wózkach z własnej winy. Opisywali także w jakich sportach i innych zajęciach może uczestniczyć osoba niepełnosprawna.
Według mnie są to potrzebne zagadnienia i chyba dobrze, że władze szkoły idą w tym kierunku i wybierają je z szerokiej oferty programów edukacyjnych.
Z moich szkolnych czasów pamiętam prelekcję o antykoncepcji i miesiączce w ...klasie maturalnej ;P
W grudniu 2016 w szpitalu w Ivančicach urodziła mi się córeczka. Był to mój trzeci poród przez CC, wcześniejsze dwa porody miały miejsce w Polsce.
Jako osoba ubezpieczona zdrowotnie w Czechach, nie ponosiłam żadnych kosztów związanych z pobytem w szpitalu.
Standardem w Ivančicach są jednoosobowe pokoje, np. taki jak na zdjęciu poniżej:
Łazienka jest na korytarzu, w odległości 5 kroków od drzwi pokoju. Na jedną łazienkę przypadają dwie pacjentki.
Lekarze i personel szpitala był miły i pomocny. Traktowano mnie bardzo dobrze. Czułam się jak ktoś wyjątkowy, choć byłam pacjentką jedną z wielu.
Przygotowanie do operacji i jej przebieg wyglądał niemal identycznie jak w PL.
Jedyną różnicą było to, że zabandażowano mi nogi (chyba by zapobiec trombozie).
Sala operacyjna była duża, ładna, wyglądała niemal jak na jakimś statku kosmicznym. Z pomocą usiadłam na stole operacyjnym. Kiedy anestezjolog wkłuwał zastrzyk ze znieczuleniem, pielęgniarka trzymała prześcieradło na wysokości mojej szyi, abym nie musiała się krępować tym, że siedzę bez ubrania.
Po operacji przewieziono mnie do mojego pokoju.
Na drugi dzień rano przyszła pielęgniarka i powiedziała: "Ja pani pomogę wstać. Wiem, że to będzie bolało, więc może mnie pani zwyzywać, kopnąć, nawet ugryźć. Ja jestem przyzwyczajona." W Ivančicach spędziłam 5 dni, niestety nie wróciłam prosto do domu. Musiałam jeszcze 5 kolejnych dni spędzić z dzidziusiem w szpitalu na Obilnim trhu w Brnie. Mała była pod obserwacją ze względu na przyspieszony oddech. Ten szpital też mile wspominam. Nauczyli mnie tam tak karmić piersią, aby dzidziuś się najadał do syta i nie musiał być dokarmiany jakimś syfem w proszku. Za to jestem siostrzyczkom niezmiernie wdzięczna. Z ciekawostek dotyczących opieki nad dzidziusiem: -w szpitalu na Obilnim trhu był tzw. bank mleka. Każdy dzidziuś dostawał naturalne mleko z piersi, nawet jeśli jego własna mama nie miała jeszcze wystarczająco dużo pokarmu. W każdym pokoju był elektroniczny odsysacz i jeśli ktoś miał więcej pokarmu, mógł podarować innemu dziecku.
-w wieku kilku miesięcy córka miała czerwone, suche plamki na twarzy. Lekarz dermatolog polecił by kąpać ją w rozgotowanych i zmiksowanych płatkach owsianych z odrobiną oliwy lub esencji z czarnej herbaty. I żeby nie kupować w aptece żadnych płynów do kąpieli czy kremów dla atopowej czy podrażnionej skóry, a już tym bardziej, gdy na opakowaniu jest napisane, że to dla dzieci. Bo to jeszcze nikomu nie pomogło, a może zaszkodzić ;) -w jednej czeskiej publikacji przeczytałam, że w przypadku stanu zapalnego piersi u matki karmiącej można je nacierać śliwowicą
To tyle. Nie chciałam Was zanudzać szczegółami, ani robić analizy porównawczej polskiej i czeskiej służby zdrowia. Jeśli ktoś potrzebuje więcej informacji - jest internet i jestem ja sama. Może będę w stanie odpowiedzieć na Wasze pytanie.
Każdy w Czechach pamięta tę datę: 21 sierpnia 1968 - wkroczenie wojsk Układu Warszawskiego, początek okupacji sowieckiej.
W 2016 roku wydawca czasopisma Blesk przygotowało publikację Běž domů, Ivane (tj. Wracaj do domu, Ivanie) pełną zdjęć i ciekawych informacji dotyczącej tego okresu. Postaram się wam streścić, co tam znalazłam. Zaznaczam, że ja to tłumaczę, a nie przedstawiam mój punkt widzenia.
Wjazd obcych wojsk był dla obywateli Czechosłowacji prawdziwym szokiem. W Pradze, Libercu i innych dużych miastach pojawiły się czołgi na ulicach. Ludzie nie rozumieli czy wybuchła wojna, czy to jakieś ćwiczenia czy prowokacja. Zadawali sobie pytanie:"Dlaczego najechał nas Związek Radziecki, nasz sojusznik?" W inwazji wzięło udział między 175 tys. a 500 tys. żołnierzy ze Związku Radzieckiego, NRD, Węgier, Bułgarii i Polski. Samych czołgów wjechało 6300, nie licząc pojazdów opancerzonych i ciężarówek. Reakcja zbrojna nie miała najmniejszego sensu. Była to siła militarna, która mogła unicestwić cały kraj. Ludzie w ramach protestu wychodzili na ulice wyzywając nieproszonych gości, krzycząc, by odjechali. Kilka czołgów zapłonęło, na murach pojawiły sie napisy: "Běž domů Ivane, čeká tě Nataša" (tj. Wróc do domu, Ivanie, czeka na ciebie Natasza), czy "Okupanti ven!" (Okupanci precz!) Opór narodu jednak z czasem ustał. Wojsko nie wyjechało, wręcz przeciwnie - osiedliło się na dobre. Do ludzi dotarło, że nic sie nie da zrobić, bo to może kosztować życie.
Żołnierze UW przez cały czas swojej obecności narobili ogromnych szkód i strat zarówno ludzkich, jak i materialnych. W pierwszych dniach inwazji zabitych zostało135 obywateli Czechosłowacji. Przez cały okres okupacji (1968-1991) liczba ta urosła do 267 osób. Prasa i telewizja usiłowała zataić informacje o popełnionych zabójstwach i wypadkach ze skutkiem śmiertelnym spowodowanych przez żołnierzy. Rodzinom ofiar nakazywano milczeć. Szkody materialne, które wynikły na wskutek przyjazdu obcych wojsk szacuje się na około 14,772 miliardy koron (zniszczone drogi, mosty, budynki, pojazdy, szkody ekologiczne itp.) Były osoby, które poświęcając wszystko, pokazały publicznie swój sprzeciw wobec inwazji. 25 sierpnia 1968 w Moskwie na Placu Czerwonym przeciwko napaści na Czechosłowację protestowało ośmiu Rosjan: dwie lingwistki, jedna studentka, jeden lingwista, pisarz, anglista, robotnik i fyzik. Protest trwał kilka minut, do przyjazdu KGB. Wszyscy dostali surowe kary: wieloletni pobyt w obozach pracy, więzieniach lub szpitalach psychiatrycznych. Dramatycznym gestem protestu było samospalenie się Ryszarda Siwca na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie. Samospalenia dokonał także czeski student Jan Palach, a niedługo potem jego kolega Jan Zajíc. Do ofiar samospalenia dołączyli także Josef Hlavatý i Evžen Plocek.
Symbolem sowieckiej okupacji jest miasto Milovice. Tam stacjonował bowiem sztab generalny, najwięcej żołnierzyn i ich rodzin. Czesi mieszkający w Milovicach, wstydzili się przyznać skąd są, ponieważ zdarzało się, że i o nich mówiono Sowieci lub po prostu śmiano się z nich.
Dziś śladów po obecności wojsk sowieckich możemy doszukać się w ww.Milovicach (np. odrestaurowane generalskie wille), w miejscu o nazwie Mordová rokle, w mieście Míšov v Brdech (Atom Muzeum) i w bunkrach w miasteczku Bělá pod Bezdězem.
Z ciekawostek: Raz rozmawiałam ze znajomą, której dziadek był w latach sześćdziesiątych wykładowcą na Uniwersytecie Masaryka w Brnie. Był wielkim entuzjastą Związku Radzieckiego, cieszył się, że żyjemy w pokoju i w zgodzie, i że zawsze możemy liczyć na bratnią pomoc. Te ideały próbował zaszczepić swoim studentom. Po inwazji wojsk UW dziadek się załamał. Nie odzywał się przez dłuższy czas nawet do najbliższej rodziny. Jego ideologiczny świat runął. Kiedy rozpoczął się rok akademicki, nie stawił się w pracy. Już nigdy nie wrócił na uczelnię. Został w domu i zajął się ogródkiem.
Poniżej wklejam kilka zdjęć dokumentujących wydarzenia z sierpnia 1968.
Praga
Karlove Vary, czołg wjechał na most, który nie wytrzymał jego ciężaru.
Niszczono lub zdejmowano drogowskazy, by wojacy nie mogli znalezc drogi.
Czasami pytacie mnie o sprawy dotyczące przeprowadzki do Czech, dlatego też przygotowałam sobie taką "ściągę", gdzie znajdziecie najbardziej podstawowe informacje.
1. Mieszkanie - jeśli zdecydowałeś się na przeprowadzkę do Czech, NATYCHMIAST zacznij szukać jakiegoś mieszkania/domu/akademiku czy hotelu, gdzie będziesz mógł zamieszkać. Dlaczego? Popyt na lokum mieszkalne jest duży i to zarówno wśród lokalsów, jak i obcokrajowców. Myślisz sobie: "Ach, pojadędo Czech i zacznę sobie pracować w IBM, Skodzie czy AT&T". Weź pod uwagę to, że połowa Słowacji, Bułgarii i Rumunii też tak właśnie sobie teraz myśli. Gdzie szukać mieszkania? Najlepiej za pośrednictwem internetu na stronach: https://www.bezrealitky.cz/ https://reality.idnes.cz/s/pronajem/byty/ https://www.sreality.cz/hledani/pronajem/byty https://reality.bazos.cz/ czy inne strony oferujące nemovitosti (tj. nieruchomości) Bardzo pomocne są też strony fejsbukowe np. Flat to rent in Brno, Multilingual flats in Brno, Flats Brno, Flats to rent in Prague, Pronájem bytu itp Normą jest pobieranie miesięcznej czy dwumiesięcznej kaucji za mieszkanie. Nie spotkałam się z tym, by ktoś ze znajomych miał trudność z wynajęciem mieszkania ze względu na to, że jest z Polski. 2. Praca -możesz korzystać z pomocy agencji lub bezpośrednio wysłać cv do pracodawcy. Opcją jest też założenie działalności gospodarczej. Wszystko zależy od branży, jaka cię interesuje i twoich umiejętności. Są oferty pracy w IT, w nauczaniu języków i w fabrykach. Na pewno też są w innych branżach, ale nie śledzę tego na bierząco, więc nie będę się wypowiadać. Zarobki? Bywa, że ich wysokość jest podawana w treści oferty:) Strony z ofertami pracy znajdziecie poniżej: http://www.jobs.cz/ https://www.airjobs.cz/ https://www.prace.cz/ http://www.nabidky-prace.cz/
3. Koszty życia/ceny
Hmm, nie jest łatwo porównać cenowo PL i CZ. Wszystko zależy od regionu, z jakiego pochodzisz i w jakim masz zamiar mieszkać. Co wiem na pewno, to to, że w PL jest tańsza benzyna, usługi, ubrania, dzwonienie, książki i niektóre produkty żywnościowe. W CZ jest tańsze piwo oraz jedzenie w gospodach i restauracjach. Jeśli interesują was konkretne ceny, zachęcam to przejrzenia tych stron: https://www.numbeo.com/cost-of-living/ https://www.expatistan.com/cost-of-living
4. Język - im lepiej znasz czeski, tym lepiej dla ciebie. Znajomość angielskiego jest słabsza niż w Polsce, dlatego musisz być przygotowany, że w urzędach, na poczcie, u lekarza, w przedszkolu, w sklepie, w banku nie dogadasz się inaczej, jak po czesku. Blisko polskiej granicy niektórzy ludzie będą cię może rozumieć, ale na południu kraju niestety nie.
W nauce czeskiego może pomóc ten oto starszy post: Jak się nauczyć czeskiego za darmo?
5. Ubezpieczenie zdrowotne - twój pracodawca powiniem zgłosić cię do ubezpieczalni zdrowotnej. Jest ich kilka, ale najczęściej wybieraną jest VZP, ponieważ najwięcej lekarzy ma z nią umowę.
6.Bezpieczeństwo - Czechy są w pierwszej dziesiątce najbezpieczniejszych krajów świata. Zawsze jednak należy kierować się zdrowym rozsądkiem i mieć ograniczone zaufanie do obcych, szczególnie jeśli jesteś kobietą.
7. Pozostałe istotne sprawy. -kult ciszy nocnej i ciszy w ogóle - w Czechach należy zachowywać się cicho, tak, by nie przeszkadzać innym. Głośna rozmowa w restauracji/pubie czy w ogóle głośne i pretensjonalne zachowywanie się jest tu nietypowe i nielubiane. Uwaga! My jesteśmy postrzegani jako naród "głośny". -test syren w południe w każdą pierwszą środę miesiąca - nie przestraszcie się, to rutynowa kontrola, a nie żaden nalot czy coś podobnego. -pozorna tolerancja alkoholu - alkohol, w szczególności piwo, jest dostępne wszędzie (np. na krytym basenie) i po niskiej cenie. To nie oznacza jednak, że toleruje się pijaństwo. Jeśli ktoś stawi się w pracy pijany lub "wczorajszy", może tę pracę stracić.
Tyle z najważniejszych rzeczy przychodzi mi do głowy. Mam nadzieję, że komuś się to przyda.
Powodzenia!
W sobotę 22 lipca udało mi się ukończyć bieg z przeszkodami Army Run w Vyškovie na dystansie 16 km.
Bieg ten odbywa się w kilku miejscach m.in. w Pradze, Českim Krumlovie, itp.
Organizuje go Armia Republiki Czeskiej. Z mojego punktu widzenia bieg ten jest cięższy niż Spartan Race. Przeszkody są trudniejsze, a czasem "nienormalne".
Był upalny dzień. Na poligon w Vyškovie przybyło jakieś 800 zawodników, którzy startowali w kilku falach. Były dwa dystanse do wyboru: 11 i 16 km.
Samo miejsce odbywania się biegu było atrakcją. Był to teren należący do wojska, gdzie w innych okolicznościach przeciętny człowiek nie może wjechać. Mogłam zobaczyć na własne oczy na jakim terenie i jakich przeszkodach ćwiczą żołnierze, a przy linii startu były zaparkowane różne pojazdy wojskowe, do których można było wejść. Była kuchnia polowa, stoisko z odzieżą i gadżetami Army Run, stoisko do tejpowania i ze sprzedażą odżywek, picia, batonów proteinowych itd.
Już parę metrów po starcie przegonili nas po rowie wypełnionym zamuloną wodą. Raz biegliśmy pod górkę, raz z górki, było bardzo dużo (za dużo) głebokiego, bardzo gęstego błota, w którym ciężko się było poruszać. Gdyby komuś tam został but, nie ma szans na znalezienie go. Było sporo przeszkód na wspinanie się (siatki-pajęczyny, liny, kłody drewna, siatki z opon itp.), na równowagę (wbite w ziemie pale czy coś, co wyglądało jak huśtawka-koń, po której trzeba przejść). Musieliśmy przepłynąć 4 zbiorniki wodne - jeden staw, dwa zbiorniki, które wyglądały jak wyrobiska kopalniane i jeden ostatni, płytszy zbiornik, który jest na zdjęciu poniżej, w którym to woda była czarna, lepiąca, cuchnąca i pokryta rzęsą. Pływały tam żaby, którym zepsuliśmy spokojne, sobotnie popołudnie.
Ostatni "staw", ten najbardziej śmierdzący:)
W pierwszym stawie było mnóstwo gęstych i kłujących wodorostów, które spowalniały pływających w nim ludzi. Kiedy wychodziłam z tego stawu na pomost, wodorosty nie chciały puścić. Zaplątały się i trzymały mnie w wodzie. Chwilę się z tym szarpałam, do momentu, aż usłyszałam strzały. Kilka metrów ode mnie stał żołnierz, strzelał w niebo i krzyczał: "Szybciej! To nie wycieczka dla emerytów!"
Było strzelanie z broni i z procy do celu (a raz my byliśmy celem - strzelał do nas facet z paintballa, z niedalekiej odległości i celował każdemu w nogi, nieraz go ktoś z zawodników zwyzywał, co go jedynie rozbawiło), wskakiwanie na ściany, czołganie się pod drutem kolczastym i pod ciężarówką, chodzenie po tunelach, okopach i kanałach. Raz weszłam do poziomej rury, która miała około 4-5 metrów długości. Panował tam obleśny smród. W połowie drogi zauważyłam, że z góry zwisają kawałki mięsa... Do tego upał, muchy, fuj. Zachciało mi się śmiać. Jakim psychopatą trzeba być, żeby wymyślić taką przeszkodę? xD
Standardem podczas Army Run jest przeszkoda "zjedzenie robactwa". Musiałam zjeść najpierw larwy, potem świerszcze i na koniec coś, co wyglądało jak ważki. Dawali wodę do popicia, więc jakoś to poszło...
Podobało mi się, że ludzie pomagali sobie nawzajem.
Po zawodach nie dało się zmyć tego błota i szlamu. Zaschło na amen i polewanie wodą nic nie dało. Smród to osobna historia;) Wsiadłam tak do auta. Mieliśmy jakieś 50 km do domu. Mój syn jechał obok mnie i zatykał nos ręką. Mówił: "Mama, nie startuj więcej w tych zawodach, bo ja obok takiego brudasa nie będę siedział."
Oj, będzie...
A tu macie filmik reklamowy. Zachęcam wszystkich do spróbowania. Poza mną nie startował nikt z Polski. Najwyższy czas to zmienić! :D
Karkonosze (czeskie Krkonoše) to najwyższe pasmo Sudetów i zarazem najwyższe czeskie góry.
Śnieżka ma wysokość 1603m n.p.m. i jej szczytem biegnie granica polsko-czeska. Na szczyt prowadzi kilka tras, jednak my wybraliśmy tę, która wiedzie przez dolinę Obří důl, ponieważ jest ona opisywana jako ta najbardziej malownicza.
Poniżej znajdziecie informacje posegregowane w stylu "dla każdego coś miłego".
Dla trekingowców Przejście z miejscowości Pec pod Sněžkou na szczyt przez Obří důl zajęło nam 2 godziny. Przewodnik sugerował, że przejście trwa około 3 godzin. My wnosiliśmy plecak i 8-kilowego dzidziusia. Ciekawa jestem, co musi wnosić ten, który idzie 3 godziny. Dla wygodnych Z Pecu pod Sněžkou można wjechać na szczyt kolejką linową, co jest opcją dla tych, którzy nie lubią lub nie mogą chodzić po górach. Dla narciarzy Ze szczytu Śnieżki nie jest poprowadzona żadna trasa narciarska. Wyciągi i trasy są natomiast w Pecu, Karpaczu i sąsiednich miejscowościach. Dla piwoszy W niedalekim Trutnovie znajduje się browar, który produkuje piwo Krakonoš. Jest nie tylko sposobem na orzeźwienie i nabranie sił, ale też świetną i niedrogą pamiątką z wycieczki w góry.
Dla dzieci W centrum Pecu jest tor saneczkowy (cz. bobova draha), park linowy, przy dolnej stacji kolejki jest plac zabaw, przy drodze na Obří důl jest interaktywna ścieżka edukacyjna, a w samej dolinie pasące się za ogrodzeniem owce i alpaki.
Dla psów W Karkonoskim Parku Narodowym nie wolno psom biegać luzem. Co to oznacza w praktyce? Po polskiej stronie pies musi być na smyczy, po czeskiej może być na smyczy ;) Wszyscy, których mijaliśmy, mieli psa luzem, ale "w zasięgu ręki". Jest tylko jedno miejsce w dolinie, gdzie lepiej uwiązać psa, ponieważ pasą się tam owce (o czym informuje tabliczka z rysunkiem owcy). Więcej info o psach w parku i nie tylko tutaj. Dla skner Po czeskiej stronie nie płaci się za wstęp do parku narodowego.
Dla głodnych Na trasie znajdziecie 3 pensjonaty z restauracją, a pod szczytem (po polskiej stronie) schronisko Dom Śląski, gdzie można zjeść i przenocować.
Dla lubiących legendy Postacią ściśle związaną z Karkonoszami jest Liczyrzepa, duch gór (po czesku Krakonoš, po niemiecku Rübezahl). Według podań chroni on Karkonosze przed pazernymi poszukiwaczami skarbów, kłusownikami i innymi szkodnikami. Jest przedstawiany jako dziad z długa brodą, przechadzający się po lasach. Książka Krkonošské pohádky autorstwa Marii Kubatovej jest pełna historii z Liczyrzepą w roli głównej.