niedziela, 30 listopada 2014

Wyborczy wałek z kurczakiem w tle

Jeszcze nie ochłonęliśmy po manipulacjach z podliczaniem głosów po wyborach samorządowych w Polsce, a tu nadlatuje newsik z samego Brna o podobnej tematyce.
W dzielnicy Brno-Sever trzeba będzie powtarzać głosowanie. Winowajcą jest filet z kurczaka.


Pracownicy lokali wyborczych zaczęli mieć podejrzenia, że coś jest nie tak. Romscy mieszkańcy dzielnicy wyjątkowo licznie przybywali głosować, choć na co dzień polityka średnio ich interesuje. Po krótkim śledztwie wyszło na jaw, że Romowie byli przekupywani porcją filetu z kurczaka z sałatką, by głosować na konkretną partię!

P.S. PO i PIS to chyba oferują całe tiry z bigosem, sądząc po wynikach ostatnich wyborów :D

środa, 5 listopada 2014

Mój ulubiony prezydent zagrożony!

Anty-Zemanowe nastroje w narodzie to żadna nowość, jednak teraz zaczyna się robić poważnie.
Wśród internatutów krąży petycja z wnioskiem o odwołanie Milosza Zemana z funkcji prezydenta!
Od 3 listopada petycję podpisało ponad 50 000 ludzi.
Co zarzuca się prezydentowi?
-przynosi wstyd Czechom w kraju i za granicą
-nie przestrzega zasad dobrego wychowania
-jest złym przykładem dla obywateli CR


To nie pierwsza petycja wymierzona przecim p.Zemanowi.
W ubiegłym roku powstała petycja, której celem było wysłanie prezydenta na przymusowe leczenie dla alkoholików.
Jego kondycja podczas jednej z oficjalnych uroczystości pozostawiała wiele do życzenia.
Tu możecie sobie obejrzeć: Zeman mistrz
Otoczenie prezydenta sugerowało chorobę wywołaną wirusem :)
(to może być ten sam niebezpieczny wirus, który niegdyś dopadł prezydenta Kwaśniewskiego).
Ech, nie jest łatwo być prezydentem w Europie Centralnej...



wtorek, 21 października 2014

Nie głosuj na esbeka!

Niedawno odbyły się Czechach wybory samorządowe. Także w mojej miejscowości.

W skrzynce pocztowej codziennie pojawiały się ulotki zachwalające kandydatów.
Ale pewnego dnia znalazłam TO!

Ktoś (no, konkurencja oczywiście) wydrukował plakat informujący o  tym, że jeden z kandydatów jest byłym agentem Służby bezpieczeństwa. (StB to odpowiednik SB). Aby to udowodnić, wkleił poskanowane dokumenty z państwowego archiwum...
To się dopiero nazywa antykampania!





czwartek, 9 października 2014

Zespół tańca historycznego Roseta z Brna

Aby poznać nowych ludzi oraz by mieć okazję do poruszania się, zapisałam się do zespołu tańców dawnych Roseta. Zespół poszukiwał nowych ludzi, o czym informował w bezpłatnej gazecie lokalnej.
Tańce średniowieczne i renesansowe (bo takimi się zajmujemy) jakoś nigdy mnie wielce nie pociągały, ale przyznam się, że coś w tym jest, no i, jakby nie patrzeć, to bardzo rzadka umiejętność :D
Nie myślcie tylko, że być członkiem takiej grupy oznacza głównie poruszać się w pięknych strojach i w ogóle same kokosy. Tak nie jest. To mnóstwo pracy, treningów, a także kosztów (wynajęcie sali do cotygodniowych prób, strój to jakieś kilkaset złotych wydatku, benzyna w przypadku dojazdów na miejsca wystąpień, bo jezdzimy po całych Czechach itd.)

Czasami dostajemy wynagrodzenie, a czasami tańczymy za darmo.
Ja tańczę w Rosecie dopiero rok i 3 miesiące, a już 4 razy występowałam z zespołem (na zamku Plumlov, na zamku Milotice, na ratuszu w Brnie-Reckovicach oraz na rynku w Brnie, tzw. Svobodziaku).
Publiczności zawsze podobają się nasze pokazy. Łączymy taniec ze scenkami rodzajowymi. Hitem tego roku jest scenariusz "O zalotnym szlachcicu", który to jest zmuszany przez rodziców do ożenku, ale woli podrywać damy dworu. Pod koniec okazuje się, że z każdą z nich ma dziecko ;)

Staramy się, by nasz wygląd (stroje, obuwie, fryzury ale także zachowanie) był autentyczny i wiernie oddawał wzorce z przeszłości. Staramy się również szkolić pod okiem specjalistów. Uczy nas m.in. instruktorka tańca historycznego z Pragi, pani Hana Tillmanová.

Tancerzy i tancerek nigdy za wiele, więc gdyby ktoś z Was był zainteresowany, Roseta nadal rekrutuje!

A oto część z nas (mnie tu akurat nie ma;)

poniedziałek, 22 września 2014

Ruskie ido!

Wydarzenia na Majdanie a następnie zajęcie Krymu przez Putina odbiło się szerokim echem w czeskich mediach. Społeczeństwo bacznie przyglądało się manewrom politycznym na wschodzie.
Nawet pan, który przywiózł nam drewno do kominka, spytał, co myślimy o Rosji, o Putinie i o tym całym zamieszaniu.
Nie można mówić o jakiejś ogólnonarodowej psychozie, ale pewien ukryty lęk przed rosyjskim niedźwiedziem dawał się odczuć. Wiele osób pamięta najazd czołgami na Czechosłowację w '68 roku; najazd, którego nikt się nie spodziewał.
Czescy dziennikarze i publicyści całkiem poważnie wyrażali swoje obawy odnośnie Karlovych Varów. To uzdrowiskowe miasto i jego okolice jest bowiem największym skupiskiem rosyjskiej ludności w Republice Czeskiej. "Czy Putin upomni się o Karlovarsky kraj?" - zadawano sobie pytanie. Jak na razie, nic na to nie wskazuje.

Zaczęły pojawiać się dowcipy i satyryczne komiksy na temat Rosji i jej przywódcy. Oto mój ulubiony:
Ojciec do syna: "Tato, w wyniku sankcji alkohol podrożał dwukrotnie. Czy to oznacza, że teraz będziesz mniej pił?"
Ojciec: "Nie, to oznacza, że teraz wy będziecie mniej jeść".

 
Temat numeru: "Ruscy. Na urlopie  z pijanymi grubianami"

Tygodnik Reflex niedawno opublikował artykuł przestrzegający przed rosyjskimi turystami. Są już wszędzie (Egipt, Turcja, Floryda, Alpy, Włochy), hałasują, piją, są agresywni, niecywilizowani, obleśni itd. Niemcy wstawający o świcie i zajmujący sobie leżak przy hotelowym basenie to przy Rosjanach pikuś. Ci, gdy się upiją, wrzucają leżaki do basenu! 
 
Tak zupełnie z bani, podrzucę wam link do krótkiego filmu pt. Jak się piję w Rosji.
Jest to taki pół żartem, pół serio dokument, którym zamęczam znajomych... :)





 

środa, 3 września 2014

Uwaga konkurs!

Z okazji tego, że na fejsbuku blog otrzymał ponad 150 lajków, ogłaszam konkurs!

Poniżej jest opis serialu. Pytanie konkursowe brzmi: O jaki serial chodzi? Podpowiem, że kochają go zarówno Polacy jak i Czesi.

Seriál, jenž ve své době překonával všechny rekordy ve sledovanosti, s humorem sobě vlastním sleduje osudy čtyř vojáků a psa Šarika, kteří se při dlouhé cestě se svým tankem číslo 102 »Rudym« za osvobozením Polska dostanou až do Berlína. 

Osoba, która pierwsza napisze poprawną odpowiedz na fejsbukowej stronie blogu:
Żyć i przeżyć w Republice Czeskiej
otrzyma pocztówkę z Czech i niespodziankę!

poniedziałek, 1 września 2014

Ciężki żywot czeskiego prezydenta

Miloš Zeman nie ma lekkiego życia. Prasa i społeczeństwo nie pozostawiają na nim suchej nitki.
Zarzuca się mu, że jest komuchem, że jest prymitywny, że za dużo chleje, że ma dyktatorskie zapędy, że się kompromituje w towarzystwie itd.
Jeśli chodzi o ilość (i pomysłowość) okładek z Zemanem, tu zdecydowanie wygrywa czasopismo Reflex.
Patrz poniżej:


Media "kochają" jego gębę i nie bez znaczenia jest to, że Zeman pochodzi z Moraw, a wszystkie opiniotwórcze pisma drukowane są przecież w Pradze.

Sami Morawianie też się go wstydzą. W Brnie, na drodze wylotowej do Ołomuńca, ktoś sobie napisał na murze przed domem: " Miloš Zeman? Not in my backyard."

Moje pytanie brzmi: Skoro wszyscy go tak nie lubią, to kto u diabła na niego głosował???"


P.S.Vaclav Klaus też nie miał lekko. Gdy w Smoleńsku spadł samolot, Czesi po cichu komentowali: "Szkoda, że Klaus z nimi nie leciał". No cóż, już żaden prezydent, choćby na głowie stanął, nie będzie ani w połowie taki jak Vaclav Havel...







czwartek, 21 sierpnia 2014

Jak być wikingiem w Czechach?


Jeśli zawsze czułeś się wikingiem, masz na fejsbuku nick á la Erik Gustaffson, Sven Haraldson czy inny Sigmund, zaplatasz warkoczyk na brodzie i masz wrażenie, że urodziłeś się o kilka stuleci za późno, możesz wstąpić do bractwa wikingów, gdzie spotkasz ludzi o podobnych schorzeniach psychicznych :D


Na dzień dzisiejszy istnieje w Republice Czeskiej kilka takich bractw. Pozwólcie, że pogrupuję je geograficznie.

Praga: Midgard, EinherjarGarm, Ragnarök
Praga/Hradec: Hersir
Úvaly (pod Pragą)-Skjaldborg 
Pardubice: Zubři
Brno: Sigurd
Olomouc: Gunnar
Uherské Hradiště - SHŠ Morrigan

Do brneńskiego Sigurda jest nabór, więc jeśli chcecie mieć niezawodny 'magnes na baby', zapiszcie się już dziś!

Dla tych, którym wąs jeszcze nie urósł, są liczne obozy i półkolonie poświęcone wikingom na terenie całego kraju, np. coś takiego: http://www.taborystronghold.cz/1-vikingove.html

Na brneńskiej prehradzie co roku odbywają się półkolonie „Vikingové na přehradě.” Organizuje je Středisko volného času Lužánky.

Dla zainteresowanych: tu jest ogólnoczeska baza informacji na temat grup rekonstrukcyjnych, rzemieślników itd : http://www.sermiri.cz/

czwartek, 31 lipca 2014

2 lata minęły

Dziś stuknęły 2 latka od momentu, jak przeprowadziliśmy się do Czech.

Bardzo mile wspominam ten okres.
Nikt nas nie okradł, a mąż ani razu nie oberwał w knajpie ( nie był też świadkiem, jak ktoś inny oberwał). Samochody przepuszczają nas na przejściu dla pieszych i wszyscy mówią nam "Dobry den". Pies bez smyczy i kagańca skoczył mi na dziecko tylko 2 razy (obydwa razy podczas pobytu w Katowicach).
Ten błogostan powoduje uśpienie czujności i zmniejszenie stężenia polactwa we krwi:)

Mam już tu garstkę znajomych. Z racji tego, że Brno to istny Babilon, są to ludzie z przeróżnych, bliskich i dalekich, krajów. Ci z którymi spotykamy się regularnie to: około 10 Polaków, para Rumunów, para Finów, Hindus, 3 Włochów, para Rosjan i kilku Czechów.

Knedliki i smażeny syr nie budzi już takiej euforii jak dawniej, za to odkryłam morawskie wino, które jest lepsze niż wszystko inne, co inni twierdzą, że jest lepsze.

Czytam gazety i książki po czesku i potrafię załatwić wszystko w urzędzie bez użycia koperty czy łomu.

Jednym słowem  - jesteśmy zadowoleni, a tym, co nie są polecam niezawodną:

czwartek, 19 czerwca 2014

Dziecko w Czechach


Trud wychowania dziecka jest zazwyczaj taki sam, niezależnie od kraju, w jakim się mieszka.
Ale państwo czeskie staje frontem do klienta jeśli chodzi o politykę prorodzinną.
Zaraz wyjaśnię dlaczego.

W Brnie kobieta, mająca pod opieką dziecko w wózku do lat 3 podróżuje za darmo tramwajem, autobusem i trolejbusem. Nie płaci ani za dziecko, ani za wózek ani za siebie.

Kobiecie, która nie pracuje a opiekuje się małym dzieckiem, państwo opłaca ubezpieczenie zdrowotne.

Płatny urlop macierzyński trwa aż do 4 lat. To kobieta decyduje, jak długo chce pozostać z dzieckiem, pod warunkiem, że dziecko nie przekroczyło 4 roku życia. Jeśli w trakcie trwania urlopu macierzyńskiego urodzi się kolejne dziecko, wtedy zasiłek na starsze dziecko się kończy, a młodsze dostaje je od nowa. Zasiłek wynosi max. 200 000 Koron, tj. ponad 30 tys. złotych i można go sobie podzielić na raty wedle woli. Czyli jeśli chcemy zostać na macierzyńskim np. 24 miesiące, to dzielimy te 200 tys.Koron przez 24.
Kobieta nie musiała wcześniej pracować, by ubiegać się o urlop macierzyński. Wystarczy, że ojciec dziecka jest zatrudniony, a rodzinie należą się zapomogi od państwa.

Czy można się ubiegać o zasiłek macierzyński, jeśli dziecko urodziło się w Polsce? Jak najbardziej tak. Jednak jedno z rodziców musi przepracować w Czechach legalnie 12 miesięcy. Wtedy rodzina ma prawo do pomocy socjalnej.
Trzeba wtedy iść do Urzędu Pracy i zanieść wymagane dokumenty. Do UP pracy wystarczy napisać maila a dostaniecie informacje, jakie dokumenty w waszym przypadku są wymagane. Nie można pobierać zasiłku macierzyńskiego w 2 krajach jednocześnie! Jeśli kobieta jest na macierzyńskim w PL, musi doczekać jego końca, by następnie ubiegać się o czeski macierzyński.

W Czechach funkcjonuje tzw. Rodinny pas, czyli karta, która uprawnia do zniżek w różnych obiektach. Kartę można sobie wyrobić bezpłatnie. Wystarczy jedno dziecko, karta nie jest adresowana wyłącznie do rodzin wielodzietnych.

Place zabaw są dla dzieci, a nie dla meneli i skrytopijczej młodzieży. Byłam świadkiem jak policja wygoniła gościa, który kimał na ławce na terenie placu zabaw.

Podejście społeczeństwa do dzieci czy kobiety z dzieckiem jest inne. Zauważam więcej wyrozumiałości, tolerancji i chęci pomocy w tej kwestii.

Kiedyś w Brnie przechodziłam obok obiektu, który wydawał mi się na pierwszy rzut oka pensjonatem: ładny budynek, a przed nim ogród o ogromnej powierzchni, na terenie którego znajduje się otwarty basen, stół do pingponga, plac zabaw, miejsce na ognisko, altana, klomb z kwiatami. Przed budynkiem jest pomnik małego chłopca tulącego misia. Okazało się, że to dom dziecka. Jedyną placówkę opiekuńczą, jaką widziałam do tej pory była ta w Zabrzu-Helence. Z wyglądu przypomina zakład karny :(

Raj na ziemi? Nie do końca. Kiedyś chcąc pozbyć się kilku ubranek dziecięcych zaczęłam przeglądać portal Bazos.cz Znalazłam ogłoszenie kobiety, która prosi o ubranka dla noworodka. Podjechałam pod podany adres. Był to azyl dla matek z dziećmi. Spotkałam się z autorką ogłoszenia; kobieta w 9 miesiącu ciąży z licznymi śladami pobicia. W azylu schroniła się przed ojcem dziecka. Podsumowując - mimo opiekuńczego państwa, nie każdemu jest dane beztrosko cieszyć się macierzyństwem.

Koniec mądralowania. Idę spać.



wtorek, 20 maja 2014

Jiří Wehle - niezwykła osobowość muzyczna

Jiří  Wehle  to człowiek, obok którego nie da się przejść obojętnie. Tego muzyka grającego na starych, często zapomnianych już, instrumentach (lira korbowa, średniowieczne dudy, piszczały, rogi, harfa) można przy odrobinie  szczęścia spotkać na Starym Mieście w Pradze.
Muzyką zajmuje się od lat '60, kiedy to zaczął śpiewać i grać na gitarze w stylu rock'n'roll. W latach siedemdziesiątych zakłada swój pierwszy zespół. Zaczyna się też fascynacja muzyką celtycką. W kolejnej dekadzie Jiří udziela się w grupie Cantores Bohemiae, która czerpie m.in. z muzyki doby renesansu. W latach 90' muzyk występuje niemal codziennie na moście Karola. Razem z zespołem Cantores Bohemiae nagrywa dwa albumy „Písničky z Karlova mostu I. a II.“ Zaczyna interesować się muzyką gotyku. Uczy się także gry na instrumentach z epoki. Na początku XXI wieku decyzją lokalnej administracji Jiří dostaje zakaz występowania na moście Karola. Gra w Nerudovce, na Malém náměstí i Hradčanském náměstí. Dostaje angaż w Stavovskim teatrze w Pradze i odgrywa rolę muzyka w spektaklu Romeo i Julia. W 2012 roku dotrzymał rolę muzykanta we francuskim filmie "Człowiek śmiechu" na podstawie powieści Victora Hugo.

A tu macie grającego Jiriego: https://www.youtube.com/watch?v=rX6FLHrzHBA

wtorek, 22 kwietnia 2014

Zabrze-Rokitnica nie jest w Unii Europejskiej

Przypomniał mi się pewien zabawny incydent sprzed paru miesięcy...

Dzieci są ubezpieczone w Czechach i mają Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego wydaną przez VZP (Všeobecná zdravotní pojišťovna).
Będąc u rodziców w Polsce, Titek zaczął kaszleć fest, więc zaprowadziłam go do przychodni w Rokitnicy. W rejestracji siostry spytały czy mam dla małego jakiś dokument z ubezpieczalni, no to ja wyciągam kartę ubezpieczenia zdr.
Po czym słyszę boską odpowiedz, że "ALE TO JEST DO UNII EUROPEJSKIEJ"....
Dowiedziałam się, że Zabrze-Rokitnica jeszcze nie weszła do Unii :D
No cóż, człowiek uczy się całe życie ;)

Małego, oczywiście, obsłużono i zbadano jak trzeba, ale co się uśmiałam, to moje.

A tu macie zdjęcie z mojej dawnej dzielni :)
Rokitnica może nie jest w Unii, ale już przyjęła chrześcijaństwo! No i samochody też mamy i internety, żebyście se nie myśleli...


piątek, 18 kwietnia 2014

Avon dla uczciwych

Wychodząc z pizzeri zauważyłam kilka katalogów Avonu, które leżały przed wejściem. Wzięłam jeden. Rzadko kupuję kosmetyki, więc postanowiłam zrobić sobie prezent na Wielkanoc i coś zamówić.
Na końcu katalogu był adres mailowy, na który wysłałam zamówienie.
Bardzo miła Pani (która w życiu nie widziała mnie na oczy) odpisała, że paczuszka przyjdzie na podany przeze mnie adres za 3-4 dni.
Tak też się stało. Pytam kuriera, ile płacę, a on, że nic, i że wszystkie informacje są w wewnątrz paczki.
Dostawca wręczył mi paczkę za prawie 800 Koron i .... POSZEDŁ !
W paczce był rzeczywiście druczek pocztowy z nr konta bankowego itd.
No, zapłaciłam oczywiście i to jeszcze w ten sam dzień, ale pomyślcie sami: jak długo Avon pociągnąłby w Polsce na takich zasadach?


poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Pies w Czechach

Czeski pies ma klawe życie. Jest dobrze traktowany i wolno mu więcej niż polskiemu psu.
Nikogo nie dziwi np. widok psa w restauracji czy pubie. W każdym mieście są knajpy, gdzie można zabrać czworonoga. Przykładowo w Pilznie jest takich obiektów 40, w Brnie 274 (między innymi kultowy Duck Bar), a w Pradze (wszystkie dzielnice) aż 809. Jeśli wybieracie się z psem do Republiki Czeskiej, to na tej stronie można sprawdzić lokale, które są "dog friendly". Wystarczy wybrać nazwę miasta z paska po lewej stronie: http://www.sepsem.cz/restaurace.php

Niektóre ogrody zoologiczne zezwalają na wstęp z psem. Są to:
- ZOO Praha
- ZOO Dvůr Králové
 - ZOO Olomouc
- ZOO Vyškov
- ZOO Ústí nad Labem
- ZOO Brno
- ZOO Chomutov

Gdy potrzebujemy noclegu, gdzie akceptują psy, można sprawdzić na tej stronie:
I tak np. w Jeseniku znajdziemy 5 obiektów, w Ceskim Krumlovie 17, w  Ołomuńcu 2, w Pradze 19, w Brnie 5.

W przypadku robienia zakupów w sklepach spożywczych, lepiej zostawić psa na zewnątrz. Inne typy sklepów - to zależy od obsługi. W hipermarketach ludzie czasem wożą małe psy w koszyku czy noszą w torebce. Na stronie internetowej poradni na każdy temat pewna pani pyta czy ktoś ma doświadczenie w chodzeniu z psem do Ikei :p  http://www.poradte.cz/zvirata/4159-vstup-psa-do-ikei.html

Do teatru, kina czy opery z psem nie wejdziecie, ale jeśli wasz pies lubi zabytki, to macie możliwość zabrać go na Praski zamek (Pražský hrad). 

Mój kolega, który jest Serbem i prowadzi zajęcia ze studentami na wydziale leśnictwa Uniwersytetu Mendla w Brnie nie może zrozumieć, dlaczego studenci przychodzą z psami na uczelnię

Czasami zdarza mi się zaobserwować, że ludzie rozmawiają ze swoimi psami podczas spaceru. Gdy mijają się znajomi, zagadują najpierw do siebie, a potem do psa (lub psów).

Właściciele psów zazwyczaj sprzątają kupy po swoich ulubieńcach, co bardzo mnie cieszy. Pamiętam, że Katowice, Zabrze czy Sosnowiec ( w tych miastach spędziłam sporą część swojego życia) kuleją pod tym względem :((((

Ciekawa jestem jednego: gdyby psy w Czechach dostały prawa wyborcze, to na kogo by głosowały ;)


* Dla zainteresowanych. Tu znajdziecie informacje o podatku od psówhttp://www.praha.eu/jnp/cz/home/zivot_v_praze/jak_si_zaridit/poplatky-mistni_poplatky-ZS318.html

A koty nie znają się na rzeczy...




środa, 2 kwietnia 2014

Życie w Protektoracie

Protektorat Czech i Moraw został utworzony 16 marca 1939 roku.
Począwszy od tego dnia obywatele żyli pod okupacją. Łączyło się to przede wszystkim z niebezpieczeństwem oraz z szeregiem niedogodności.

Ludzie starali się pokazać swój sprzeciw wobec okupacji. Przejawiał się on bojkotem wszystkiego, co niemieckie tj.: sklepy, prasa, filmy, spektakle teatralne. W 1939 miała miejsce pielgrzymka na górę Říp, w której uczestniczyło ponad 90 000 ludzi. Pielgrzymka ta przekształciła się w antyniemiecką manifestację. Podobnych akcji było znacznie więcej. Najliczniejsza manifestacja w Domažlicach zgromadziła aż 100 000 osób. Jej przywódcy: katolicki ksiądz Tylinek i prałat Stašek trafili do obozu koncentracyjnego. Demonstrację w Pradze, która odbyła się 28 października, brutalnie rozpędzono. 17 listopada 1939 zrobiono nalot na czeskie uczelnie wyższe i akademiki. Setki studentów zostało pobitych i aresztowanych. Wielu z nich zawieziono do obozów koncentracyjnych na terenie Rzeszy.
Represje zwiększono po zamachu na Reinharda Heydricha (o którym napiszę w jednym z kolejnych postów).

Zostały wprowadzone kartki na żywność. Dla przykładu, na jedną osobę przypadało dziennie 1/16 L mleka. Brakowało wszystkiego. Większość towarów, wyrobów przemysłowych, żywności trafiała do armii. Za pieniądze (tj. bez kartek) można było kupić warzywa czy owoce, ale ich cena była tak wysoka, że mało kto mógł sobie na nie pozwolić. Podczas okupacji prawie nikt nie widział prawdziwej kawy i miodu na własne oczy. W sklepach była jedynie kawa zbożowa, a miód sztuczny.

Kartka na mięso
Rolnicy byli zmuszeni oddawać Niemcom część plonów oraz mięso. Zwierzęta hodowlane (poza królikami) były ewidencjonowane. Na targu można było dostać mięso psa czy kota. Sklepy mięsne nie miały takiego mięsa w ofercie. Z psiny robiono głównie gulasz.

Kupno odzieży czy butów było niezwykle trudne. Istniały wprawdzie kartki na tekstylia i obuwie, ale nie zaspokajały one potrzeb ludności Protektoratu. Stare ubrania cerowano lub przeszywano. Na szczególne okazje (tak jak np. ślub) pożyczano odzież od rodziny czy znajomych. Męski garnitur kosztował aż 20 000 Koron na czarnym rynku.

W kwietniu 1941 roku zakazano urządzać balów i innych zabaw tanecznych. Tańczyć można było wyłącznie na kursie tańca. Zamknięto muzea. Dla rozrywki chodzono do kina lub teatru.
Mahenovo divadlo w Brnie

Około 650 000 Czechów pracowało przymusowo w Rzeszy.

To jedynie nakreślenie tego, jak wyglądało życie w czasach Protektoratu.
Publikacji na ten temat jest od groma.
Ja korzystałam z czasopisma Živá historie (kwiecień 2014) i z wikipedii http://cs.wikipedia.org/wiki/Protektor%C3%A1t_%C4%8Cechy_a_Morava

czwartek, 20 marca 2014

Gdzie za folklorem na Morawach?

Jeśli poszukujecie przejawów wciąż jeszcze żywej tradycji ludowej, warto byłoby wziąć udział w następujących świętach: Pálení čarodějnic (Palenie czarownic), Masopust (Ostatki, zapusty), Stavění máje (Stawianie maja)Hody (Gody). Wszystkie te zwyczaje mają rodowód pogański.
W niemal każdej morawskiej wsi organizowane są obchody tychże okazji/uroczystości. Mieszkańcy bardzo poważnie do nich podchodzą, są z nich dumni i przygotowują się do nich zawczasu (szczególnie jeśli chodzi o zapustowy pochód). Popularne są bale i potańcówki w strojach ludowych.

Palenie czarownic odbywa się w nocy z 30 kwietnia na 1 maja. Paląc czarownicę świętuje się nadejście wiosny. Wierzono też, że tej nocy piekielne stworzenia wszelkiej maści zlatują się na sabat. Symboliczną kukłę pali się zatem po to, by uchronić się przed złym urokiem. Popiół ze spalonego stosu miał moc zwiększania urodzaju.
Palenie czarownicy we wsi Sentice


Masopust czyli koniec karnawału najczęściej wiąże się z barwnym korowodem przebierańców idących główną ulicą we wsi lub miasteczku. W pochodzie często uczestniczą także muzykanci. Z racji tego, że po zapustach następował post, na koniec karnawału należało się najeść (i napić) do syta. 
Masopust w miasteczku Rousinov

Stawianie maja najczęściej odbywa się między 30 kwietnia a 1 maja. Wg antropologa Jamesa Frazera stawianie maja odbywa się po to, by przynieść do wsi dobrego ducha lasu. Pozbawione gałęzi i kory drzewo (za wyjątkiem górnej części) stawia się w środku wsi lub na rynku miasteczka i tańczy wokół niego. Zwykle jest to świerk, choć bywa i maj brzozowy. Ozdabia się go wstążkami lub papierem. Pod częścią "choinkową" zawiesza się wieniec. Postawiony maj należy pilnować przed mężczyznami z sąsiednich wiosek. Jeśli któremuś uda się wdrapać na szczyt maja, jest to wielki wstyd dla wsi :)
Czasami stawia się małego maja przed domem dziewczyny, by ją uhonorować czy wyznać jej miłość.
Stawianie maja we wsi Sentice

Hody są tradycyjnym świętem obchodzonym w okresie od maja do listopada (zależy od miejscowości). Zazwyczaj data hodów jest związana z dniem świętego patrona kościoła w danej wsi. Obchody zazwyczaj zaczynają się w piątek od zebrania mieszkańców pod majem. Potem są tańce i śpiewy, często przy akompaniamencie orkiestry dętej. Najodpowiedniejszym outfitem podczas hodów jest oczywiście strój ludowy. Msza święta i bal są nieodłącznym elementem uroczystości hodów.
Plakat zapraszający na Hody

Hody we wsi Zbýšov

Hody we wsi Čechyně

piątek, 14 marca 2014

Cygańska księżniczka

Czasami, przemierzając czeski kraj, zdarza mi się poznać kogoś interesującego. Do takich osób zdecydowanie należy Denisa.
Jej mama jest Polką, a tata Romem. Mieszkała przez pewien czas w Polsce, w okolicach Tarnowa. Potem zdecydowała się osiedlić w Brnie.
Spotkałam ją w Muzeum Kultury Romskiej. Ta młoda kobieta to wulkan energii i wzór zaradności.
Studiowała pedagogikę na Uniwersytecie Masaryka w Brnie. Mówi w języku polskim, czeskim i angielskim.
Pracuje w muzeum, w prywatnym przedszkolu a także udziela się jako aktorka w teatrze eksperymentalnym Husa na provázku. Sztuka Samodiva w której występuje odnosi duże sukcesy.
Denisa sama wychowuje synka i prowadzi dom.
A do tego wygląda jak milion dolarów (nie tylko na fejsbukowych zdjęciach, ale także w rzeczywistości).


piątek, 7 marca 2014

Jeseník, czyli trup w szafie

Jeseník jest jednym z najchętniej odwiedzanych sudeckich kurortów. Ludzie kierują się tam, by podreperować zdrowie w łaźniach Priessnitza, pochodzić po górach albo pojeździć na nartach. Oferta kulturalna Jeseníka to Muzeum Krajoznawcze i kino Pohoda.
Podczas pobytu w Jeseníku, wybrałam się do tego właśnie kina na dramat wojenny produkcji czeskiej 7 dní hříchů (7 dni grzechu). Po obejrzeniu tego filmu nic już nie było tak, jak dawniej...

Tutaj macie trailer. Przepraszam, nie znajdę Wam teraz całego filmu, musicie się trochę wysilić i poszukać go sami.
http://www.youtube.com/watch?v=vYNRzDDQe6E

A teraz do rzeczy.
Tym, którzy przejeżdżali przez Dolny Śląsk czy pogórze sudeckie lub tam mieszkają, na pewno rzuciły się w oczy ponure, niejednokroć rozpadające się zabudowania (np. murowane stodoły), pozostałości po dawnych mieszkańcach tych ziem.
Niemcy sudeccy, bo o nich mowa, po przegranej przez Rzeszę wojnie, zostali wypędzeni i pozostawili cały swój majątek miejscowym bądź nowym przybyszom. Ci Niemcy, którzy nie chcieli opuścić swoich domów i gospodarstw, byli zdani na dobrą i złą wolę Armii Czerwonej. I taką  wersję znamy wszyscy.

Film 7 dni grzechu otwiera człowiekowi oczy. Wielu Niemców zostało zabitych i okradzionych przez swoich czeskich sąsiadów. Wojna, reżim, szykany, przymusowe wcielenie do Wehrmachtu, nierzadko walka na froncie wschodnim zrobiły swoje. Zdemoralizowani, wściekli i zmęczeni urokami okupacji ludzie dali upust swojej frustracji i nienawiści. No cóż, każdy kraj ma swoje "Złote żniwa". Ten, jakże mało znany fakt historyczny, rażąco nie pasuje do znanego mi stereotypu poczciwego Czecha, popijającego piwo i stroniącego od jakiejkolwiek formy agresji.

Kiedyś była audycja na temat Niemców Sudeckich w czeskim radiu. Pewien historyk przyznał, że za morderstwa i wypędzenia odpowiedzialni są Czesi. Audycja spotkała się z żywym odzewem ze strony słuchaczy. Jedni przeklinali historyka, mówili, że bełkocze i kala własne gniazdo, inni gratulowali mu odwagi.

Gdybyście byli zainteresowani tematem, jest mnóstwo publikacji na ten temat. Najwięcej oczywiście w j. niemieckim (np. Schreie aus der Hölle ungehört albo Töten auf Tschechisch) i czeskim, ale i po naszemu coś się znajdzie: http://histmag.org/Piotr-M.-Majewski-Niemcy-sudeccy-nie-chcieli-miec-z-Czechami-nic-wspolnego-7989

i http://www.historycy.org/index.php?showtopic=75295&st=0

Pozwólcie, że jeszcze coś dodam od siebie: W filmie 7 dni grzechu interesujący jest główny bohater: Czech, który ma żonę-Niemkę. Mężczyzna nie przykłada większej wagi do swojej narodowości ani nie identyfikuje się szczególnie ze swoim krajem. Najważniejsza dla niego jest rodzina i to o nią walczy i jej broni.
To zupełne przeciwieństwo naszych bohaterów. Ci muszą walczyć i ginąć za ojczyznę, czyli tak naprawdę za coś abstrakcyjnego. To jedna z rzeczy, które nas różnią ;)