Ludzie tu mają różne hobby.
Jedni hodują konie, inni robią domowe piwo, jeszcze inni chodzą po jaskiniach, biegają czy coś kolekcjonują, ale grupa V.T.P.J. z Jihlavy zajmuje się czymś zupełnie niecodziennym, a nawet przerażającym.
Skrót V.T.P.J. oznacza Vyšetřovací Tým Paranormálních Jevů, czyli zespół badający zjawiska paranormalne.
Jest to grupa, założona w 2012 roku, która jeździ wszędzie tam, gdzie mogą pojawić się nadprzyrodzone zjawiska: stare cmentarze, ruiny zamków, opuszczony młyn lub szpital; klasztory i inne tajemnicze miejsca.
Próbują zarejestrować obecność ducha czy duchów za pomocą empiryki, ale także przy użyciu urządzeń, takich jak termometr elektroniczny czy K2 nagrywającego EVP (Electronic voice phenomenon). Podczas swoich badań nagrywają filmy oraz fotografują, więc każdy może zobaczyć efekt ich pracy np. na kanale YouTube.
Miejsca, w których prowadzili badania to m.in. znany Bohnicki Cmentarz, gdzie spoczywają samobójcy, mordercy, a także ludzie, którzy za życia cierpieli z powodu chorób psychicznych; cmentarz jeńców wojennych w Pacovie; zamek Houska; las Bor, w którym straszy i inne. Badania przeprowadzają w nocy, ponieważ wtedy nikt nie zakłóca ich przebiegu oraz jest o wiele ciszej aniżeli w ciągu dnia, więc jest większa szansa na zarejestrowanie głosu.
W tym roku zespół V.T.P.J. postanowił wysłać jeden ze swoich filmów na Międzynarodowy Festiwal Filmów Dokumentalnych w Jihlavie.
Życzymy powodzenia!
Poniżej znajdziecie kilka zdjęć zespołu V.T.P.J. podczas pracy.
Możecie w to wierzyć czy nie -ja wiem jedno - gdybym była z nimi np. na Bohnickim cmentarzu, to bym się chyba porobiła w spodnie ze strachu...
A tak poza tym, myślałam czy by zaprosić grupę do Warszawy, do Sejmu. Tam się paranormal activities dzieją każdy dzień ;P
sobota, 18 marca 2017
poniedziałek, 13 marca 2017
Mięsopust
Niestety, muszę zawieść wszystkich tych, którzy kliknęli na ten link, licząc na post o mięsie;)
Mięsopust (cz. masopust lub ostatky) to końcowy okres karnawału, podczas którego ulicami morawskich miast i wsi kroczy pochód przebierańców.
W tym roku miałam przyjemność uczestniczyć w takim pochodzie i to nie jako widz, ale jako przebieraniec.
Około południa przeróżne maszkary schodziły się przed budynkiem Sokolovni w Malhostovicach, by wyruszyć na obchód od domu do domu, składać życzenia domownikom, a w zamian dostawać pączki, datki pieniężne oraz niezliczone ilości trunków.
Szliśmy po ulicach, niektórzy śpiewali (ja nie, bo nie znam słów ludowych przyśpiewek, ale rozpoznałam piosenkę Beskyde, Beskyde).
Zatrzymywaliśmy auta, żądając zapłaty za możliwość przejazdu i składając życzenia kierowcy i pasażerom.
Podobało mi się to, że ludzie mieli bardzo tradycyjne stroje, towarzyszące od wieków pochodom karnawałowych przebierańców w naszej kulturze, tj. niedźwiedź, Żyd, śmierć, młoda para, Cyganka, zakonnica/ksiądz, baba, anioł, ale nie zabrakło też nowoczesnych przebrań tj. Arab, jaskiniowiec, clown czy ... arbuz.
Gospodarze nie żałowali poczęstunku. Oprócz pączków oferowali śliwowicę, wino, piwo, morelkowicę, orzechówkę, itp. Gdybym piła, to bym do domu wróciła na czworakach.
Poniżej znajdziecie filmy
i to nie tylko z pochodu w Malhostovicach!
Tym, których interesują ostatkowe pochody - polecam obejrzeć poniższe filmiki z Bułgarii, Żywca i Sardynii. To jest dopiero czad!
Mięsopust (cz. masopust lub ostatky) to końcowy okres karnawału, podczas którego ulicami morawskich miast i wsi kroczy pochód przebierańców.
W tym roku miałam przyjemność uczestniczyć w takim pochodzie i to nie jako widz, ale jako przebieraniec.
![]() |
| To my |
![]() |
| Żyd i Arab razem pozują do zdjęcia - Malhostovice to tolerancyjna wieś. |
Około południa przeróżne maszkary schodziły się przed budynkiem Sokolovni w Malhostovicach, by wyruszyć na obchód od domu do domu, składać życzenia domownikom, a w zamian dostawać pączki, datki pieniężne oraz niezliczone ilości trunków.
Szliśmy po ulicach, niektórzy śpiewali (ja nie, bo nie znam słów ludowych przyśpiewek, ale rozpoznałam piosenkę Beskyde, Beskyde).
Zatrzymywaliśmy auta, żądając zapłaty za możliwość przejazdu i składając życzenia kierowcy i pasażerom.
Podobało mi się to, że ludzie mieli bardzo tradycyjne stroje, towarzyszące od wieków pochodom karnawałowych przebierańców w naszej kulturze, tj. niedźwiedź, Żyd, śmierć, młoda para, Cyganka, zakonnica/ksiądz, baba, anioł, ale nie zabrakło też nowoczesnych przebrań tj. Arab, jaskiniowiec, clown czy ... arbuz.
Gospodarze nie żałowali poczęstunku. Oprócz pączków oferowali śliwowicę, wino, piwo, morelkowicę, orzechówkę, itp. Gdybym piła, to bym do domu wróciła na czworakach.
Poniżej znajdziecie filmy
i to nie tylko z pochodu w Malhostovicach!
Tym, których interesują ostatkowe pochody - polecam obejrzeć poniższe filmiki z Bułgarii, Żywca i Sardynii. To jest dopiero czad!
środa, 15 lutego 2017
Podsłuchane...
Jako że uwielbiam podsłuchiwać, nie mogło zabraknąć postu z fragmentami rozmów czy wypowiedzi podsłuchanych przeze mnie ludzi...
"W Polsce byłem tylko raz. W więzieniu."
Kiedy słyszy się coś takiego z ust sąsiada, starszego pana, to może oznaczać tylko jedno - zapowiada się ciekawa opowieść!
A oto jej ciąg dalszy:
"Byłem młody i głupi. Byliśmy z kolegami na Śląsku Cieszyńskim. Nigdy nie byłem za granicą, toteż chciałem przepłynąć Olzę i zobaczyć, co jest po drugiej stronie rzeki. Wtedy złapał mnie pogranicznik. Trafiłem do polskiego aresztu na 48 godzin. Nie podobało mi się tam."
"Czy oni nawet na wykład muszą przychodzić z psem?" - spytał zirytowany znajomy, wykładowca biologii na uniwersytecie Mendla w Brnie, który przyjechał do Czech z Serbii.
"Czy w Polsce jest legalna antykoncepcja?" -pyta pielęgniarka w prywatnym gabinecie ginekologicznym.
"Gdyby kiedyś pan zauważył krwawienie z odbytu, to proszę się natychmiast do mnie zgłosić. Bo w Czechach jest wysoka zachorowalność na raka odbytu. Ale pan jest z Polski, to chyba pana to nie dotyczy." - usłyszał znajomy na badaniu kontrolnym od lekarza internisty.
"Nowy chłopak mojej mamy jest myśliwym, dlatego mamy pełną lodówkę dziczyzny. A ja bym tak zwykłego kurczaka zjadła..." - mówi z żalem nastoletnia dziewczyna.
"Możemy się od nich uczyć, jak się buduje autostrady" - mówi właściciel biura podróży Luňáček, po wjeździe do Polski podczas wycieczki zakupowej do Cieszyna.
Dwóch mężczyzn rozmawia w saunie:
-"Gdzie byliście na wakacjach?"
-"Na Chorwacji."
-"A jak dzieci zniosły taką długą podróż?"
-"Normalnie. Dajesz im tablet, gapią się całą drogę. Pod koniec mają już oczy czerwone jak szczury laboratoryjne, ale przynajmniej w aucie jest cicho."
"Ja nie wiem, po co nam to było. (Mówi właściciel skansenu w Rapotinie o rozpadzie Czechosłowacji). Oni (Słowacy) zostali z gołą dupą, a my wcale nie lepiej."
"Mamo, a rodzice Pana Jezusa mówili po polsku czy po czesku?" - pyta mój 5-letni syn.
-"Co to za język?"
-"Chyba słowacki".
-"Na pewno słowacki, przecież bym poznała. Często tam spędzaliśmy ferie zimowe."
-"No, ja też obstawiam, że to słowacki. "
Rozmawiają ze sobą kobiety w kawiarni, o tym w jakim języku mówią między sobą moje dzieci ;D
wtorek, 7 lutego 2017
Polacy w Czechach
Zawsze ciekawiło mnie, co kierowało naszymi rodakami, by zamieszkać właśnie w Czechach.
Swój powód wyjazdu znam - parę lat temu mąż wrócił do domu i mówi: "Dostałem pracę w Brnie. Zaczynam za 2 tygodnie. Jedziemy?"
I tak się zaczęło.
Chciałam się jednak dowiedzieć, co innych tu przyciągnęło, czym się zajmują, jak im sie tu żyje, itd.
Nie dam rady spotkać się z każdym z osobna i porozmawiać, tak więc stworzyłam ankietę, której wyniki podsumuję poniżej.
Dziękuję wszystkim, którzy poświęcili mi chwilę i odpowiedzieli na pytania. Wiedziałam, że mogę na Was liczyć!
No to lecimy. Ankietowanych było 79.
Pierwszy pytanie dotyczyło powodu, dla którego przebywamy w CZ.
Połowa ankietowanych przyjechała, ponieważ znalazła tu pracę. Powodem przebywania tu 16% respondentów jest związek z Czechem/Czeszką, 10% ankietowanych tu studiuje, 13% jest tu, ponieważ partner/partnerka znalazł/-a tu pracę. 5% się tu urodziło.
Inne powodu, jakie wpisywali respondenci to np. "ponieważ chciałem zmienić środowisko do życia", "Przyjechałam dla Czecha, nie wyszło, ale spodobało się", "Ponieważ tu mogę być wolny, nie w Polsce", "Studiowałem i zostałem."
Kilka osób odpowiedziało, że zakochało się w Pradze i dlatego zostali.
Jako miejsce zamieszkania (2 pytanie) zdecydowanie dominowała Praga (połowa respondentów), a na drugim miejscu Brno (11 osób); inne lokalizacje to np. Kuřim, Drasov, Czeski Cieszyn, Letovice, Velke Popovice, Jihlava, Domažlice, Jenstejn kolo Pragi, Boleradice, Bakov nad Jezerou, Nelahozeves, Racice-Pistovice, Liberec, Ołomuniec, Mlada Boleslav, a zatem jesteśmy mocno porozrzucani po całej republice.
Większość z nas pracuje- aż 76%, 9% jest na urlopie macierzyńskim, 9% prowadzi działalność gospodarczą (w tym ja), 9% studiuje, 2 osoby są bezrobotne, mamy jedną osobę na emeryturze i jednego freelancera.
Na pytanie, czy jesteśmy zadowoleni z życia w Czechach, zdecydowana większość osób odpowiedział, że tak. Tylko 3 osoby napisały, że nie są zadowolone, a 2, że "średnio". 4 osoby napisały, że są bardzo zadowolone.
Co do sytuacji finansowej, 68% ankietowanych osób twierdzi, że jest dobra, 29% twierdzi, że bardzo dobra, a 3 osoby napisały, że ich sytuacja finansowa jest słaba.
Niemal każdy z nas ma czeskich znajomych, z którymi się spotyka. Tylko 2 osoby spośród wszystkich napisały, że nie mają znajomych wśród Czechów czy Słowaków. Jedna osoba dopisała: "Tylko tych pracujących ze mną w biurze, mam wrażenie, że Czesi są dość zamkniętą grupą do której ciężko się dostać + nie mówią po angielsku, a ja po czesku :)" a inna, że "jacyś tam są, ale Czesi to Czesi, nie lubią obcych".
Jeśli chodzi o znajomość języka czeskiego, to wygląda to tak:
Połowa respondentów twierdzi, że ich czeski jest zaawansowany, 27% że jest na poziomie komunikatywnym, 20% zna podstawy, a 8% zaledwie kilka słów.
Połowa (51%) zamierza zostać tu na stałę, 27% planuje mieszkać w Czechach jeszcze przez kilka lat, 16% chce tu zostać przez kilka nadchodzących miesięcy, a 6% nie zamierza tu zostać.
Na pytanie: Czy pracowałeś-/aś w innym kraju niż Polska i Czechy?
Ciut mniej niż połowa odpowiedziała, że "nie".
Jedna pani napisała: "Ba, nawet więcej - nigdy nie pracowałam w Polsce."
A około 58% pracowało już za granicą. Dominowały oczywiście UK, Irlandia i Deutschland, ale były też bardziej egzotyczne destynacje, takie jak Islandia, Węgry, Portugalia, Grecja, Turcja, Włochy, Belgia, Kanada, USA, Rosja, Dania, itp.
Na pytanie: "Co ci się tu najbardziej podoba?" często pojawiała się odpowiedź, że spokój, bezpieczeństwo luz, wolność, piwo, styl życia, komunikacja miejska, Czesi czy mentalność Czechów (co ciekawe - to też była odpowiedz na pytanie, co ci się najbardziej nie podoba. No cóż, nie da się wszystkim dogodzić.)
Inne rzeczy, jakie się pojawiły to opieka zdrowotna, tolerancyjność, kultura osobista, to, że państwo nie miesza się do życia obywateli, nie ma prawicowych oszołomów, wszechobecne hospody, dobry teatr, tańsze jedzenie w restauracjach, zarobki, ludzie, przyroda, szkolnictwo, pragmatyzm, ateizm, humor, mniejszy stres, mało imigrantów, pomoc od państwa dla młodych rodziców, łatwość znalezienia pracy, brak "wyścigu szczurów", niskie koszty życia, zabytki, bliżej do Chorwacji, możliwość wyboru ubezpieczyciela zdrowotnego, lepszy work-life balance.
Jedna pani napisała, że w Czechach najbardziej się jej podoba... jej mąż.
Ktoś napisał "psy są lepiej wychowane, dzięki czemu w końcu przestałam się ich bać."
A co się nam tu najbardziej nie podoba?
Często powtarzała się odpowiedź, że słaba jakość usług, ksenofobia, Czesi. Poza tym rodacy skarżą się na jedzenie (np. chleb z kminkiem), problemy ze znalezieniem mieszkania, że ciężko o miejsce w państwowym żłobku lub przedszkolu, wysokość L4, podejście do obcokrajowców nie mówiących po czesku, ceny usług telefonii komórkowej, zawiść, poczta, prezydent, że pogoda jest jak w Polsce, biurokracja, zacofanie technologiczne, nieznajomość angielskiego wśród Czechów, narzekanie, lenistwo tubylców, brak morza, brak Ptasiego Mleczka w sklepach (ja sobie tego nie wymyślam, naprawdę takie odpowiedzi podawaliście;)
Ostatnie pytanie w ankiecie brzmiało: "Z którą postacią z bajki Muminki się identyfikujesz?"
55% wskazało Włóczykija, 35% ankietowanych napisało, że nigdy nie lubiło tej bajki, pozostali (około 8%) wybierali po równo inne postacie, w tym Bukę, 2% napisało, że nie identyfikują się z żadną postacią. Ktoś trzeźwo zauważył i dopisał, że Muminki są przecież z Finlandii.
Życzę Wam miłego dnia!
P.S. A tych, co chcą być na bieżąco z postami, gorąco zapraszam do polubienia fejsbukowej strony bloga Żyć i przeżyć w Republice Czeskiej.
piątek, 27 stycznia 2017
Spotkanie z mistrzem
Uwaga: Ten post jest bardzo luźno związany z tematyką bloga (no dobra, w ogóle nie jest związany), dlatego jeśli interesują was wyłącznie informacje dotyczące życia w Czechach, możecie zignorowac tekst poniżej. Nie obrażę się:)
Opowiem Wam o pewnym zdarzeniu, które miało miejsce rok temu.
Oglądałam film z zawodów Spartan Race:
Moje dzieci też lubią to oglądać, ponieważ na tych filmach dorośli zachowują się jak cztero- czy pięciolatki i zapewne dlatego strasznie się im to podoba.
Dodatkowo uwagę mojego syna przykuł zawodnik z białą opaską na głowie. Spytał mnie: "Kto to jest?"
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, ale obiecałam dziecku, że się dowiem. Kilka kliknięć i okazało się, że to Peter Žiška, zawodnik ze Słowacji, mistrz Europy i zwycięzca większości biegów SR w Europie Centralnej.
Mój Witek od czasu do czasu prosił by puszczać mu filmy, na których biega pan Peter. Zaczął mnie wypytywać o zawody, a na plac zabaw już nie chciał chodzić tylko koniecznie biegać.
Wpadło mi do głowy, że zaproponuję dziecku, by narysował swojego idola. Obrazek zeskanowaliśmy i posłaliśmy na fejsbukową stronę sportowca.
Odpowiedź nadeszła bardzo szybko a brzmiała tak:
Ďakujem veľmi pekne Witkovi veľmi ma potešil pred zajtrajšími pretekmi, takže zajtra pobežím s myšlienkou na neho a keď taký veľký fanúšik rád mu venujem moje fanúšikovské tričko a venujem mu aj moje zajtrajšie finisherske, do ktorého bude musieť ešte dorásť
:) Veľmi pekne mu za mňa poďakujte, ak prídeme do Jakuszyc tak sa tam
možno stretneme.
czyli: Bardzo dziękuję Witkowi, bardzo mnie uradował przed jutrzejszymi zawodami, także jutro pobiegnę z myślą o nim, a jeśli jest takim wielkim fanem, chętnie mu podaruję moją zwycięską koszulkę, do której będzie musiał jeszcze dorąsnąć. Podziękujcie mu serdecznie w moim imieniu, a jak przyjedziemy do Jakuszyc, to może tam się spotkamy.
Jak możecie się domyślić, byliśmy oboje z Witkiem w szoku.
Peter Žiška dotrzymał słowa. W Jakuszycach po biegu i dekoracji zwycięzców Witek wręczył sportowcowi swój obrazek. Pan Peter natomiast podarował mu nie tylko obiecaną koszulkę, ale także medal, który zdobył.
Od tamtego spotkania minął rok. Witek przez ten czas wystartował w 3 biegach dla dzieci, z czego dwa były biegami z przeszkodami.
A zatem: Uważajcie, co oglądacie na Youtube w obecności dzieci, ponieważ może to ogromnie wpłynąć na ich dalsze życie...
Opowiem Wam o pewnym zdarzeniu, które miało miejsce rok temu.
Oglądałam film z zawodów Spartan Race:
Moje dzieci też lubią to oglądać, ponieważ na tych filmach dorośli zachowują się jak cztero- czy pięciolatki i zapewne dlatego strasznie się im to podoba.
Dodatkowo uwagę mojego syna przykuł zawodnik z białą opaską na głowie. Spytał mnie: "Kto to jest?"
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, ale obiecałam dziecku, że się dowiem. Kilka kliknięć i okazało się, że to Peter Žiška, zawodnik ze Słowacji, mistrz Europy i zwycięzca większości biegów SR w Europie Centralnej.
Mój Witek od czasu do czasu prosił by puszczać mu filmy, na których biega pan Peter. Zaczął mnie wypytywać o zawody, a na plac zabaw już nie chciał chodzić tylko koniecznie biegać.
Wpadło mi do głowy, że zaproponuję dziecku, by narysował swojego idola. Obrazek zeskanowaliśmy i posłaliśmy na fejsbukową stronę sportowca.
Odpowiedź nadeszła bardzo szybko a brzmiała tak:
Ďakujem veľmi pekne Witkovi veľmi ma potešil pred zajtrajšími pretekmi, takže zajtra pobežím s myšlienkou na neho a keď taký veľký fanúšik rád mu venujem moje fanúšikovské tričko a venujem mu aj moje zajtrajšie finisherske, do ktorého bude musieť ešte dorásť
czyli: Bardzo dziękuję Witkowi, bardzo mnie uradował przed jutrzejszymi zawodami, także jutro pobiegnę z myślą o nim, a jeśli jest takim wielkim fanem, chętnie mu podaruję moją zwycięską koszulkę, do której będzie musiał jeszcze dorąsnąć. Podziękujcie mu serdecznie w moim imieniu, a jak przyjedziemy do Jakuszyc, to może tam się spotkamy.
Jak możecie się domyślić, byliśmy oboje z Witkiem w szoku.
Peter Žiška dotrzymał słowa. W Jakuszycach po biegu i dekoracji zwycięzców Witek wręczył sportowcowi swój obrazek. Pan Peter natomiast podarował mu nie tylko obiecaną koszulkę, ale także medal, który zdobył.
Od tamtego spotkania minął rok. Witek przez ten czas wystartował w 3 biegach dla dzieci, z czego dwa były biegami z przeszkodami.
![]() |
| Witek ze swoim superbohaterem - Petrem Žišką |
A zatem: Uważajcie, co oglądacie na Youtube w obecności dzieci, ponieważ może to ogromnie wpłynąć na ich dalsze życie...
środa, 11 stycznia 2017
Asystentka seksualna
W Czechach od 2015 pracuje 5 certyfikowanych asystentek seksualnych. Są to kobiety, które dobrowolnie zgłosiły się do tejże pracy i były przeszkolone w zakresie seksualności osób niepełnosprawnych.
Skąd wziął się ten pomysł?
To proste. Osoby poruszające się na wózku lub którym życie utrudnia inny rodzaj niepełnosprawności, czasami nie mają łatwo w zaspokojeniu swoich potrzeb seksualnych.
Pan Tomáš Pik, propagator asystencji seksualnej, opowiada, z jakimi sytuacjami się spotykał, kiedy druga strona dowiadywała się, że on jest przykuty do wózka:
"Kiedy kobiecie pracującej w branży erotycznej powiem, że jestem na wózku, to mi odmówi. Dzieje się tak, ponieważ nie mają doświadczenia z osobą niepełnosprawną. Może po prostu boją się i dlatego tego nie robią. Jak potem ma się czuć niepełnosprawny człowiek, wiedząc, że ta osoba i tak to robi za pieniądze..."
Za usługi asystentek klient zapłaci maksymalnie 1200 koron za godzinę. W kodeksie etycznym, który musiała podpisać każda z pań, ta właśnie cena została wymieniona jako górna granica.
Pomoc, jakiej udziela asystentka może być pasywna lub aktywna. Pasywna oznacza fachowe doradztwo odnośnie np. antykoncepcji, współżycia, masturbacji zarówno dla pojedynczego klienta jak również dla niepełnosprawnych par czy ich bliskich, a aktywna oznacza dotyk, masaż czy stosunek - to już ustalają oboje między sobą- asystentka z klientem.
Jak na razie, w Czechach pracują w tej branży jedynie kobiety, ale nie wykluczone, że za jakiś czas pojawią się także mężczyźni.
Reżyserka Dagmar Smržová nakręciła film dokumentalny o zjawisku asystencji seksualnej. Dokument Miluj mě, jestli to dokážeš otrzymał na festiwalu filmowym w Jihlavie nagrodę publiczności.
Oprócz Czech, z pomocy asystentki seksualnej można skorzystać jeszcze w Holandii, Szwajcarii, Niemczech, Austrii, Belgii, Danii i Francji.
Jak myślicie? Czy ta usługa ma szanse na pojawienie się w Polsce?
Prędzej Kacz***ński nada kotu imię Behemoth ;)
Źródła: http://www.sexualniasistence.cz/seznam-vyskolenych-sexualnich-asistentek/
http://www.tyden.cz/rubriky/zdravi/vztahy/sexualni-asistentka-postizenych-v-kazde-z-nas-je-kus-prostitutky_363224.html
http://zpravy.idnes.cz/sexualni-asistence-0o3-/domaci.aspx?c=A151102_141206_domaci_zt
http://kultura.zpravy.idnes.cz/1-dojmy-dokument-o-sexualni-asistenci-dwz-/filmvideo.aspx?c=A161031_103148_filmvideo_spm
poniedziałek, 2 stycznia 2017
Memy
Z okazji Nowego Roku postanowiłam poczęstować was kilkoma memami w języku czeskim, które na fb wrzucaja moi znajomi, nie wiedząc, że obejrzy je pół Polski ;P
A zatem dziś więcej obrazków, mniej treści, ale obiecuję sie poprawić. Już wkrótce będzie post o najdziwniejszych zawodach i konkursach w kraju, o asystentkach seksualnych, o pobycie na porodówce i o ... czeskim Las Vegas :)
Także stay tuned!
A zatem dziś więcej obrazków, mniej treści, ale obiecuję sie poprawić. Już wkrótce będzie post o najdziwniejszych zawodach i konkursach w kraju, o asystentkach seksualnych, o pobycie na porodówce i o ... czeskim Las Vegas :)
Także stay tuned!
![]() |
| tłum. Marcel, nie pij tego. Są tam szkła kontaktowe! |
![]() |
| Nie trzeba tłumaczyć ;) |
![]() |
| Zawsze znajdziecie kogoś, kto wam to zrobi taniej. |
![]() |
| Jeśli sobie myślisz, że pies nie umie liczyć, to pokaż mu, że masz trzy biszkopty i daj mu tylko dwa. |
![]() |
| Ikea już zaczęła sprzedawać choinki. |
![]() |
| Najodważniejsza kura na świecie. |
![]() |
| Pies jest przeciwieństwem kobiety. Wszystko rozumie, ale milczy. |
![]() |
| Mój wyśniony kalendarz na rok 2017. |
![]() |
| A to autentyczna fotka - Brno, Mendlovo namesti, koniec grudnia 2016 :D |
![]() |
| Nareszcie karp bez ości. |
![]() |
| Kto ma małego, niech podniesie rękę. |
![]() |
| Za każdym razem, kiedy idziesz na wieczorek firmowy, pamiętaj, że z tymi ludzmi jeszcze będziesz pracować. |
![]() |
| Cicha noc |
![]() |
| Rozumiem, stary, że rozwód jest do dupy, ale moja miska się sama nie napełni. |
![]() |
| Zwycięzca konkursu "Parkujesz jak idiota". |
![]() |
| Jedyny śnieg w Czechach. |
![]() |
| Zgubił się pies. |
![]() |
| Tu masz od nas dwa miliony, spraw sobie radość i kup sobie coś. |
środa, 21 grudnia 2016
Dziki Wschód
Jest w Pilźnie bar, którego nie ominie żaden szanujący się entuzjasta broni i/lub Dzikiego Zachodu.
Mowa o A.C.W. Saloon, "miejscu, gdzie Bourbon Whiskey leje się za 28 koron", jak informuje barowa strona www.
Właściciel, pan Michal Kindl, zwany Miki, jest fanem militariów, wojskowości i muzyki country.
Poza prowadzeniem baru, w którym możecie zorganizować urodziny, Sylwester, wesele czy posłuchać muzyki na żywo, pan Michal pomaga w organizacji obozów militarnych dla dzieci, młodzieży i dorosłych. To, że to pierwszorzędna zabawa, możecie się przekonać oglądając wybrane fotki poniżej lub całą galerię.
Do A.C.W. Saloonu oczywiście można wejść z bronią i wielu gości tak robi, bo po prostu lubi mieć przy sobie broń. I nie jest to niczym dziwnym i nielegalnym, ponieważ w Czechach broń można nosić z sobą niemal jak kluczyki od auta, o czym już pisałam tutaj.
Pewnego razu dwóch pilzeńskich meneli wpadło na najgłupszy pomysł w swoim życiu i postanowili obrabować lombard, który znajdował się naprzeciwko Saloonu. Kiedy tylko w lombardzie włączył się alarm, z baru natychmiast wybiegła grupa mężczyzn (razem z właścicielem), którzy całe życie czekali na to, by móc sobie postrzelać na ulicy.
Tak z ciekawostek - w Katowicach jest bar o podobnym profilu. Nazywa się Dixie i osoby, które tam przyjdą z bronią, mają zniżkę ;)
Mowa o A.C.W. Saloon, "miejscu, gdzie Bourbon Whiskey leje się za 28 koron", jak informuje barowa strona www.
Właściciel, pan Michal Kindl, zwany Miki, jest fanem militariów, wojskowości i muzyki country.
![]() |
| Pan Michal w swoim aucie |
Poza prowadzeniem baru, w którym możecie zorganizować urodziny, Sylwester, wesele czy posłuchać muzyki na żywo, pan Michal pomaga w organizacji obozów militarnych dla dzieci, młodzieży i dorosłych. To, że to pierwszorzędna zabawa, możecie się przekonać oglądając wybrane fotki poniżej lub całą galerię.
Do A.C.W. Saloonu oczywiście można wejść z bronią i wielu gości tak robi, bo po prostu lubi mieć przy sobie broń. I nie jest to niczym dziwnym i nielegalnym, ponieważ w Czechach broń można nosić z sobą niemal jak kluczyki od auta, o czym już pisałam tutaj.
Pewnego razu dwóch pilzeńskich meneli wpadło na najgłupszy pomysł w swoim życiu i postanowili obrabować lombard, który znajdował się naprzeciwko Saloonu. Kiedy tylko w lombardzie włączył się alarm, z baru natychmiast wybiegła grupa mężczyzn (razem z właścicielem), którzy całe życie czekali na to, by móc sobie postrzelać na ulicy.
Tak z ciekawostek - w Katowicach jest bar o podobnym profilu. Nazywa się Dixie i osoby, które tam przyjdą z bronią, mają zniżkę ;)
środa, 16 listopada 2016
People on my way
Chciałabym tym razem opowiedzieć Wam o ludziach, których miałam przyjemność tu poznać.
Celowo zmieniłam im imiona, tak aby żaden/żadna z nich nie przeczytał/a o sobie.
Lubomír to człowiek-orkiestra. Poznaliśmy go, kiedy był agentem nieruchomości. Nadal nim jest, ale najwidoczniej nudziło mu się i zaczął rozglądać się za większą liczbą obowiązków. Został wójtem swojej wsi. Kilka miesięcy temu stał się też managerem istniejącej już, aczkolwiek cienko przedzącej, restauracji. By przyciągnąć klientów zaczął organizować imprezy kulinarne np. weekend z dziczyzną, hamburgerowy czwartek, weekend z wędzonką/z tatarem/z żeberkami itp. Jest także aktywnym myśliwym i właścicielem kawałka lasu, z którego sprzedaje ludziom drewno na opał. Jak on znajduje czas na to wszystko? Zapewne on sam nie wie...
Andrea to mama dwójki dzieci, będąca obecnie na macierzyńskim. Lubi rower i chodzenie po górach i bardzo mi imponuje tym, że potrafi siedzieć w cukierni pół godziny i nie kupić nic słodkiego! Na początku miałam problem, żeby ją zrozumieć, ponieważ jest ze Słowacji, ale po jakimś czasie przestawiłam się i teraz rozumiem ją bez większych problemów. Raz poszłyśmy razem na spacer wokół wsi. Padał deszcz, więc schowałyśmy się pod daszkiem koło boiska. Dobrze się do tego spaceru przygotowałam: wzięłam Sznaps de luxe, ten taki z Biedronki i nietłukące kieliszki. Wyciągam i pytam czy chce kieliszeczek, a Andrea, bardzo zdziwiona zresztą, odpowiada, że dziękuje, ale jakoś tak rano nie ma ochoty. Było mi głupio, bo zakładałam, że jak babka mieszkała większość żywota między Tatrami a Wielką Fatrą, to nie będzie to dla niej takiego żadna egzotyka... Przeliczyłam się.
Rostislav to nasz sąsiad zza płotu. Jego ksywa kaktusiarz się wzięła od jego pracy, mianowicie utrzymuje się z hodowili kaktusów. Ma około 50 lat i trójkę małych dzieci. Wcześniej pracował długie lata w szkole jako nauczyciel biologii, ale niezbyt go bawiła ta praca. Nie przepada za sztywnymi strukturami, schematami i regulaminami. Raz wylądował na dywaniku u dyrektora, bo przyszedł do szkoły w zafarbowanych na niebiesko włosach. Teraz jest sam sobie panem; robi to, co potrafi i lubi. Jego szklarnia z kaktusami naprawdę robi wrażenie. Okazy, jakie hoduje, kosztują od kilkunastu do kilkuset złotych. Niektóre przywozi aż z Ameryki Południowej. W jego zbiorach znajdują się również kaktusy psychoaktywne czy halucynogenne, ale kaktusiarz mówi, że ich w tym celu nie używa, bo go to nie bawi. Twierdzi, że tripy, ćpanie czy nadużywanie alkoholu jest wyłącznie dla ludzi, którzy nie mają żadnych obowiązków i nie muszą rano wstać do pracy. On musi wstawać do dzieci i kaktusów. Jedynym jego narkotykiem jest bieganie. Nie przepuści żadnego maratonu w naszym województwie.
Zdenkę poznałam w zespole tańców dawnych. Jest przed 60-tką, pracuje w szpitalu wojskowym, zawsze jest bardzo elegancko ubrana i stara się żyć aktywnie. W wolnym czasie nie tylko tańczy, ale również udziela się w towarzystwie gimnastycznym Sokol. Kiedy usłyszała, że nie mamy telewizora w domu, spytała: "Ale jak to? To tak się da?" a na wiadomość, że jestem w ciąży, prawie przerażona, zapytała: "Yyyyy? A co ze Spartan Race?!"
Martina to moja mentorka i lektorka. Uczy mnie j.czeskiego poprzez konwersacje przez Skype. Lubi ponarzekać na swoich niesfornych czy wiecznie znudzonych uczniów (doucza literatury czeskiej dzieci w wieku szkolnym), na poziom edukacji w szkołach, na starą kadrę profesorską, która nie wie, kiedy odejść na emeryturę, na swój naród, na bucowatych ludzi w swoim miasteczku, na młodzież, która jedynie żąda, a nic nie potrafi i nic nie robi. (Skąd ja to wszystko znam?) Razem porównujemy życie, zwyczaje, kulturę, szkolnictwo, rynek pracy i oczekiwania ludzi w naszych krajach i dochodzimy do wniosku, że wiele rzeczy mamy wspólnych i w obydwu krajach panuje porównywalny burdel, tylko w innych obszarach czy aspektach życia społecznego.
Ta lista może nie mieć końca i, co bardzo mnie cieszy, powiększa się niemal z każdym miesiącem. Specjalnie pominęłam jedną sławną osobę, o której jeszcze napiszę w osobnym poście.
A tymczasem dobranoc i dziękuję bardzo, że mnie czytacie :*
Celowo zmieniłam im imiona, tak aby żaden/żadna z nich nie przeczytał/a o sobie.
![]() |
| Nie będę przecież publikować zdjęć znajomych, dlatego widzicie to, co widzicie... |
Lubomír to człowiek-orkiestra. Poznaliśmy go, kiedy był agentem nieruchomości. Nadal nim jest, ale najwidoczniej nudziło mu się i zaczął rozglądać się za większą liczbą obowiązków. Został wójtem swojej wsi. Kilka miesięcy temu stał się też managerem istniejącej już, aczkolwiek cienko przedzącej, restauracji. By przyciągnąć klientów zaczął organizować imprezy kulinarne np. weekend z dziczyzną, hamburgerowy czwartek, weekend z wędzonką/z tatarem/z żeberkami itp. Jest także aktywnym myśliwym i właścicielem kawałka lasu, z którego sprzedaje ludziom drewno na opał. Jak on znajduje czas na to wszystko? Zapewne on sam nie wie...
Andrea to mama dwójki dzieci, będąca obecnie na macierzyńskim. Lubi rower i chodzenie po górach i bardzo mi imponuje tym, że potrafi siedzieć w cukierni pół godziny i nie kupić nic słodkiego! Na początku miałam problem, żeby ją zrozumieć, ponieważ jest ze Słowacji, ale po jakimś czasie przestawiłam się i teraz rozumiem ją bez większych problemów. Raz poszłyśmy razem na spacer wokół wsi. Padał deszcz, więc schowałyśmy się pod daszkiem koło boiska. Dobrze się do tego spaceru przygotowałam: wzięłam Sznaps de luxe, ten taki z Biedronki i nietłukące kieliszki. Wyciągam i pytam czy chce kieliszeczek, a Andrea, bardzo zdziwiona zresztą, odpowiada, że dziękuje, ale jakoś tak rano nie ma ochoty. Było mi głupio, bo zakładałam, że jak babka mieszkała większość żywota między Tatrami a Wielką Fatrą, to nie będzie to dla niej takiego żadna egzotyka... Przeliczyłam się.
Rostislav to nasz sąsiad zza płotu. Jego ksywa kaktusiarz się wzięła od jego pracy, mianowicie utrzymuje się z hodowili kaktusów. Ma około 50 lat i trójkę małych dzieci. Wcześniej pracował długie lata w szkole jako nauczyciel biologii, ale niezbyt go bawiła ta praca. Nie przepada za sztywnymi strukturami, schematami i regulaminami. Raz wylądował na dywaniku u dyrektora, bo przyszedł do szkoły w zafarbowanych na niebiesko włosach. Teraz jest sam sobie panem; robi to, co potrafi i lubi. Jego szklarnia z kaktusami naprawdę robi wrażenie. Okazy, jakie hoduje, kosztują od kilkunastu do kilkuset złotych. Niektóre przywozi aż z Ameryki Południowej. W jego zbiorach znajdują się również kaktusy psychoaktywne czy halucynogenne, ale kaktusiarz mówi, że ich w tym celu nie używa, bo go to nie bawi. Twierdzi, że tripy, ćpanie czy nadużywanie alkoholu jest wyłącznie dla ludzi, którzy nie mają żadnych obowiązków i nie muszą rano wstać do pracy. On musi wstawać do dzieci i kaktusów. Jedynym jego narkotykiem jest bieganie. Nie przepuści żadnego maratonu w naszym województwie.
Zdenkę poznałam w zespole tańców dawnych. Jest przed 60-tką, pracuje w szpitalu wojskowym, zawsze jest bardzo elegancko ubrana i stara się żyć aktywnie. W wolnym czasie nie tylko tańczy, ale również udziela się w towarzystwie gimnastycznym Sokol. Kiedy usłyszała, że nie mamy telewizora w domu, spytała: "Ale jak to? To tak się da?" a na wiadomość, że jestem w ciąży, prawie przerażona, zapytała: "Yyyyy? A co ze Spartan Race?!"
Martina to moja mentorka i lektorka. Uczy mnie j.czeskiego poprzez konwersacje przez Skype. Lubi ponarzekać na swoich niesfornych czy wiecznie znudzonych uczniów (doucza literatury czeskiej dzieci w wieku szkolnym), na poziom edukacji w szkołach, na starą kadrę profesorską, która nie wie, kiedy odejść na emeryturę, na swój naród, na bucowatych ludzi w swoim miasteczku, na młodzież, która jedynie żąda, a nic nie potrafi i nic nie robi. (Skąd ja to wszystko znam?) Razem porównujemy życie, zwyczaje, kulturę, szkolnictwo, rynek pracy i oczekiwania ludzi w naszych krajach i dochodzimy do wniosku, że wiele rzeczy mamy wspólnych i w obydwu krajach panuje porównywalny burdel, tylko w innych obszarach czy aspektach życia społecznego.
Ta lista może nie mieć końca i, co bardzo mnie cieszy, powiększa się niemal z każdym miesiącem. Specjalnie pominęłam jedną sławną osobę, o której jeszcze napiszę w osobnym poście.
A tymczasem dobranoc i dziękuję bardzo, że mnie czytacie :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)





































