wtorek, 7 lutego 2017

Polacy w Czechach



Zawsze ciekawiło mnie, co kierowało naszymi rodakami, by zamieszkać właśnie w Czechach.
Swój powód wyjazdu znam - parę lat temu mąż wrócił do domu i mówi: "Dostałem pracę w Brnie. Zaczynam za 2 tygodnie. Jedziemy?"
I tak się zaczęło.
Chciałam się jednak dowiedzieć, co innych tu przyciągnęło, czym się zajmują, jak im sie tu żyje, itd.
Nie dam rady spotkać się z każdym z osobna i porozmawiać, tak więc stworzyłam ankietę, której wyniki podsumuję poniżej.
Dziękuję wszystkim, którzy poświęcili mi chwilę i odpowiedzieli na pytania. Wiedziałam, że mogę na Was liczyć!

No to lecimy. Ankietowanych było 79.
Pierwszy pytanie dotyczyło powodu, dla którego przebywamy w CZ.
Połowa ankietowanych przyjechała, ponieważ znalazła tu pracę. Powodem przebywania tu 16% respondentów jest związek z Czechem/Czeszką, 10% ankietowanych tu studiuje, 13% jest tu, ponieważ partner/partnerka znalazł/-a tu pracę. 5% się tu urodziło.
Inne powodu, jakie wpisywali respondenci to np. "ponieważ chciałem zmienić środowisko do życia", "Przyjechałam dla Czecha, nie wyszło, ale spodobało się", "Ponieważ tu mogę być wolny, nie w Polsce", "Studiowałem i zostałem."
Kilka osób odpowiedziało, że zakochało się w Pradze i dlatego zostali.


Jako miejsce zamieszkania (2 pytanie) zdecydowanie dominowała Praga (połowa respondentów), a na drugim miejscu Brno (11 osób); inne lokalizacje to np. Kuřim, Drasov, Czeski Cieszyn, Letovice, Velke Popovice, Jihlava, Domažlice, Jenstejn kolo Pragi, Boleradice, Bakov nad Jezerou, Nelahozeves, Racice-Pistovice, Liberec, Ołomuniec, Mlada Boleslav, a zatem jesteśmy mocno porozrzucani po całej republice.

Większość z nas pracuje- aż 76%, 9% jest na urlopie macierzyńskim, 9% prowadzi działalność gospodarczą (w tym ja), 9% studiuje, 2 osoby są bezrobotne, mamy jedną osobę na emeryturze i jednego freelancera.

Na pytanie, czy jesteśmy zadowoleni z życia w Czechach, zdecydowana większość osób odpowiedział, że tak. Tylko 3 osoby napisały, że nie są zadowolone, a 2, że "średnio". 4 osoby napisały, że są bardzo zadowolone.

Co do sytuacji finansowej, 68% ankietowanych osób twierdzi, że jest dobra, 29% twierdzi, że bardzo dobra, a 3 osoby napisały, że ich sytuacja finansowa jest słaba.

Niemal każdy z nas ma czeskich znajomych, z którymi się spotyka. Tylko 2 osoby spośród wszystkich napisały, że nie mają znajomych wśród Czechów czy Słowaków. Jedna osoba dopisała: "Tylko tych pracujących ze mną w biurze, mam wrażenie, że Czesi są dość zamkniętą grupą do której ciężko się dostać + nie mówią po angielsku, a ja po czesku :)" a inna, że "jacyś tam są, ale Czesi to Czesi, nie lubią obcych".

Jeśli chodzi o znajomość języka czeskiego, to wygląda to tak:
Połowa respondentów twierdzi, że ich czeski jest zaawansowany, 27% że jest na poziomie komunikatywnym, 20% zna podstawy, a 8% zaledwie kilka słów.

Połowa (51%) zamierza zostać tu na stałę, 27% planuje mieszkać w Czechach jeszcze przez kilka lat, 16% chce tu zostać przez kilka nadchodzących miesięcy, a 6% nie zamierza tu zostać.

Na pytanie: Czy pracowałeś-/aś w innym kraju niż Polska i Czechy?
Ciut mniej niż połowa odpowiedziała, że "nie".
Jedna pani napisała: "Ba, nawet więcej - nigdy nie pracowałam w Polsce."
A około 58% pracowało już za granicą. Dominowały oczywiście UK, Irlandia i Deutschland, ale były też bardziej egzotyczne destynacje, takie jak Islandia, Węgry, Portugalia, Grecja, Turcja, Włochy, Belgia, Kanada, USA, Rosja, Dania, itp.

Na pytanie: "Co ci się tu najbardziej podoba?" często pojawiała się odpowiedź, że spokój, bezpieczeństwo luz, wolność, piwo, styl życia, komunikacja miejska, Czesi czy mentalność Czechów (co ciekawe - to też była odpowiedz na pytanie, co ci się najbardziej nie podoba. No cóż, nie da się wszystkim dogodzić.)
Inne rzeczy, jakie się pojawiły to opieka zdrowotna, tolerancyjność, kultura osobista, to, że państwo nie miesza się do życia obywateli, nie ma prawicowych oszołomów, wszechobecne hospody, dobry teatr, tańsze jedzenie w restauracjach, zarobki, ludzie, przyroda, szkolnictwo, pragmatyzm, ateizm, humor, mniejszy stres, mało imigrantów, pomoc od państwa dla młodych rodziców, łatwość znalezienia pracy, brak "wyścigu szczurów", niskie koszty życia, zabytki, bliżej do Chorwacji, możliwość wyboru ubezpieczyciela zdrowotnego, lepszy work-life balance.
Jedna pani napisała, że w Czechach najbardziej się jej podoba... jej mąż.
Ktoś napisał "psy są lepiej wychowane, dzięki czemu w końcu przestałam się ich bać."

A co się nam tu najbardziej nie podoba?
Często powtarzała się odpowiedź, że słaba jakość usług, ksenofobia, Czesi. Poza tym rodacy skarżą się na jedzenie (np. chleb z kminkiem), problemy ze znalezieniem mieszkania, że ciężko o miejsce w państwowym żłobku lub przedszkolu, wysokość L4, podejście do obcokrajowców nie mówiących po czesku, ceny usług telefonii komórkowej, zawiść, poczta, prezydent, że pogoda jest jak w Polsce, biurokracja, zacofanie technologiczne, nieznajomość angielskiego wśród Czechów, narzekanie, lenistwo tubylców, brak morza, brak Ptasiego Mleczka w sklepach (ja sobie tego nie wymyślam, naprawdę takie odpowiedzi podawaliście;)

Ostatnie pytanie w ankiecie brzmiało: "Z którą postacią z bajki Muminki się identyfikujesz?"
55% wskazało Włóczykija, 35% ankietowanych napisało, że nigdy nie lubiło tej bajki, pozostali (około 8%) wybierali po równo inne postacie, w tym Bukę, 2% napisało, że nie identyfikują się z żadną postacią. Ktoś trzeźwo zauważył i dopisał, że Muminki są przecież z Finlandii.

Życzę Wam miłego dnia!
P.S. A tych, co chcą być na bieżąco z postami, gorąco zapraszam do polubienia fejsbukowej strony bloga Żyć i przeżyć w Republice Czeskiej.








piątek, 27 stycznia 2017

Spotkanie z mistrzem

Uwaga: Ten post jest bardzo luźno związany z tematyką bloga (no dobra, w ogóle nie jest związany), dlatego jeśli interesują was wyłącznie informacje dotyczące życia w Czechach, możecie zignorowac tekst poniżej. Nie obrażę się:)

Opowiem Wam o pewnym zdarzeniu, które miało miejsce rok temu.

Oglądałam film z zawodów Spartan Race:

Moje dzieci też lubią to oglądać, ponieważ na tych filmach dorośli zachowują się jak cztero- czy pięciolatki i zapewne dlatego strasznie się im to podoba.
Dodatkowo uwagę mojego syna przykuł zawodnik z białą opaską na głowie. Spytał mnie: "Kto to jest?"
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, ale obiecałam dziecku, że się dowiem. Kilka kliknięć i okazało się, że to Peter Žiška, zawodnik ze Słowacji, mistrz Europy i zwycięzca większości biegów SR w Europie Centralnej.
Mój Witek od czasu do czasu prosił by puszczać mu filmy, na których biega pan Peter. Zaczął mnie wypytywać o zawody, a na plac zabaw już nie chciał chodzić tylko koniecznie biegać.

Wpadło mi do głowy, że zaproponuję dziecku, by narysował swojego idola. Obrazek zeskanowaliśmy i  posłaliśmy na fejsbukową stronę sportowca.
Odpowiedź nadeszła bardzo szybko a brzmiała tak:

Ďakujem veľmi pekne Witkovi veľmi ma potešil pred zajtrajšími pretekmi, takže zajtra pobežím s myšlienkou na neho a keď taký veľký fanúšik rád mu venujem moje fanúšikovské tričko a venujem mu aj moje zajtrajšie finisherske, do ktorého bude musieť ešte dorásť :) Veľmi pekne mu za mňa poďakujte, ak prídeme do Jakuszyc tak sa tam možno stretneme.

czyli: Bardzo dziękuję Witkowi, bardzo mnie uradował przed jutrzejszymi zawodami, także jutro pobiegnę z myślą o nim, a jeśli jest takim wielkim fanem, chętnie mu podaruję moją zwycięską koszulkę, do której będzie musiał jeszcze dorąsnąć. Podziękujcie mu serdecznie w moim imieniu, a jak przyjedziemy do Jakuszyc, to może tam się spotkamy.

Jak możecie się domyślić, byliśmy oboje z Witkiem w szoku.
Peter Žiška dotrzymał słowa. W Jakuszycach po biegu i dekoracji zwycięzców Witek wręczył sportowcowi swój obrazek. Pan Peter natomiast podarował mu nie tylko obiecaną koszulkę, ale także medal, który zdobył. 
Od tamtego spotkania minął rok. Witek przez ten czas wystartował w 3 biegach dla dzieci, z czego dwa były biegami z przeszkodami.


Witek ze swoim superbohaterem - Petrem Žišką

A zatem: Uważajcie, co oglądacie na Youtube w obecności dzieci, ponieważ może to ogromnie wpłynąć na ich dalsze życie...

środa, 11 stycznia 2017

Asystentka seksualna


W Czechach od 2015 pracuje 5 certyfikowanych asystentek seksualnych. Są to kobiety, które dobrowolnie zgłosiły się do tejże pracy i były przeszkolone w zakresie seksualności osób niepełnosprawnych.
Skąd wziął się ten pomysł?
To proste. Osoby poruszające się na wózku lub którym życie utrudnia inny rodzaj niepełnosprawności, czasami nie mają łatwo w zaspokojeniu swoich potrzeb seksualnych.
Pan Tomáš Pik, propagator asystencji seksualnej, opowiada, z jakimi sytuacjami się spotykał, kiedy druga strona dowiadywała się, że on jest przykuty do wózka:
"Kiedy kobiecie pracującej w branży erotycznej powiem, że jestem na wózku, to mi odmówi. Dzieje się tak, ponieważ nie mają doświadczenia z osobą niepełnosprawną. Może po prostu boją się i dlatego tego nie robią. Jak potem ma się czuć niepełnosprawny człowiek, wiedząc, że ta osoba i tak to robi za pieniądze..."

Za usługi asystentek klient zapłaci maksymalnie 1200 koron za godzinę. W kodeksie etycznym, który musiała podpisać każda z pań, ta właśnie cena została wymieniona jako górna granica.

Pomoc, jakiej udziela asystentka może być pasywna lub aktywna. Pasywna oznacza fachowe doradztwo odnośnie np. antykoncepcji, współżycia, masturbacji zarówno dla pojedynczego klienta jak również dla niepełnosprawnych par czy ich bliskich, a aktywna oznacza dotyk, masaż czy stosunek - to już ustalają oboje między sobą- asystentka z klientem.

Jak na razie, w Czechach pracują w tej branży jedynie kobiety, ale nie wykluczone, że za jakiś czas pojawią się także mężczyźni.

Reżyserka Dagmar Smržová nakręciła film dokumentalny o zjawisku asystencji seksualnej. Dokument Miluj mě, jestli to dokážeš otrzymał na festiwalu filmowym w Jihlavie nagrodę publiczności.

Oprócz Czech, z pomocy asystentki seksualnej można skorzystać jeszcze w Holandii, Szwajcarii, Niemczech, Austrii, Belgii, Danii i Francji.
Jak myślicie? Czy ta usługa ma szanse na pojawienie się w Polsce?
 Prędzej Kacz***ński nada kotu imię Behemoth ;)

Źródła: http://www.sexualniasistence.cz/seznam-vyskolenych-sexualnich-asistentek/
http://www.tyden.cz/rubriky/zdravi/vztahy/sexualni-asistentka-postizenych-v-kazde-z-nas-je-kus-prostitutky_363224.html
http://zpravy.idnes.cz/sexualni-asistence-0o3-/domaci.aspx?c=A151102_141206_domaci_zt
http://kultura.zpravy.idnes.cz/1-dojmy-dokument-o-sexualni-asistenci-dwz-/filmvideo.aspx?c=A161031_103148_filmvideo_spm 

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Memy

Z okazji Nowego Roku postanowiłam poczęstować was kilkoma memami w języku czeskim, które na fb wrzucaja moi znajomi, nie wiedząc, że obejrzy je pół Polski ;P

A zatem dziś więcej obrazków, mniej treści, ale obiecuję sie poprawić. Już wkrótce będzie post o najdziwniejszych zawodach i konkursach w kraju, o asystentkach seksualnych, o pobycie na porodówce i o ... czeskim Las Vegas :)
Także stay tuned!

tłum. Marcel, nie pij tego. Są tam szkła kontaktowe!
Nie trzeba tłumaczyć ;)

Zawsze znajdziecie kogoś, kto wam to zrobi taniej.

Jeśli sobie myślisz, że pies nie umie liczyć, to pokaż mu, że masz trzy biszkopty i daj mu tylko dwa.

Ikea już zaczęła sprzedawać choinki.



Najodważniejsza kura na świecie.



Pies jest przeciwieństwem kobiety. Wszystko rozumie, ale milczy.





Mój wyśniony kalendarz na rok 2017.

A to autentyczna fotka - Brno, Mendlovo namesti, koniec grudnia 2016 :D

Nareszcie karp bez ości.

Kto ma małego, niech podniesie rękę.

Za każdym razem, kiedy idziesz na wieczorek firmowy, pamiętaj, że z tymi ludzmi jeszcze będziesz pracować.

Cicha noc




Rozumiem, stary, że rozwód jest do dupy, ale moja miska się sama nie napełni.

Zwycięzca konkursu "Parkujesz jak idiota".


Jedyny śnieg w Czechach.

Zgubił się pies.

Tu masz od nas dwa miliony, spraw sobie radość i kup sobie coś.

środa, 21 grudnia 2016

Dziki Wschód

Jest w Pilźnie bar, którego nie ominie żaden szanujący się entuzjasta broni i/lub Dzikiego Zachodu.
Mowa o A.C.W. Saloon, "miejscu, gdzie Bourbon Whiskey leje się za 28 koron", jak informuje barowa strona www.



Właściciel, pan Michal Kindl, zwany Miki, jest fanem militariów, wojskowości i muzyki country. 
Pan Michal w swoim aucie

Poza prowadzeniem baru, w którym możecie zorganizować urodziny, Sylwester, wesele czy posłuchać muzyki na żywo, pan Michal pomaga w organizacji obozów militarnych dla dzieci, młodzieży i dorosłych. To, że to pierwszorzędna zabawa, możecie się przekonać oglądając wybrane fotki poniżej lub całą galerię.

Do A.C.W. Saloonu oczywiście można wejść z bronią i wielu gości tak robi, bo po prostu lubi mieć przy sobie broń. I  nie jest to niczym dziwnym i nielegalnym, ponieważ w Czechach broń można nosić z sobą niemal jak kluczyki od auta, o czym już pisałam tutaj.

Pewnego razu dwóch pilzeńskich meneli wpadło na najgłupszy pomysł w swoim życiu i postanowili obrabować lombard, który znajdował się naprzeciwko Saloonu. Kiedy tylko w lombardzie włączył się alarm, z baru natychmiast wybiegła grupa mężczyzn (razem z właścicielem), którzy całe życie czekali na to, by móc sobie postrzelać na ulicy.

Tak z ciekawostek - w Katowicach jest bar o podobnym profilu. Nazywa się Dixie i osoby, które tam przyjdą z bronią, mają zniżkę ;)

środa, 16 listopada 2016

People on my way

Chciałabym tym razem opowiedzieć Wam o ludziach, których miałam przyjemność tu poznać.
Celowo zmieniłam im imiona, tak aby żaden/żadna z nich nie przeczytał/a o sobie.

Nie będę przecież publikować zdjęć znajomych, dlatego widzicie to, co widzicie...


Lubomír to człowiek-orkiestra. Poznaliśmy go, kiedy był agentem nieruchomości. Nadal nim jest, ale najwidoczniej nudziło mu się i zaczął rozglądać się za większą liczbą obowiązków. Został wójtem swojej wsi. Kilka miesięcy temu stał się też managerem istniejącej już, aczkolwiek cienko przedzącej, restauracji. By przyciągnąć klientów zaczął organizować imprezy kulinarne np. weekend z dziczyzną, hamburgerowy czwartek, weekend z wędzonką/z tatarem/z żeberkami itp. Jest także aktywnym myśliwym i właścicielem kawałka lasu, z którego sprzedaje ludziom drewno na opał. Jak on znajduje czas na to wszystko? Zapewne on sam nie wie...

Andrea to mama dwójki dzieci, będąca obecnie na macierzyńskim. Lubi rower i chodzenie po górach i bardzo mi imponuje tym, że potrafi siedzieć w cukierni pół godziny i nie kupić nic słodkiego! Na początku miałam problem, żeby ją zrozumieć, ponieważ jest ze Słowacji, ale po jakimś czasie przestawiłam się i teraz rozumiem ją bez większych problemów. Raz poszłyśmy razem na spacer wokół wsi. Padał deszcz, więc schowałyśmy się pod daszkiem koło boiska. Dobrze się do tego spaceru przygotowałam: wzięłam Sznaps de luxe, ten taki z Biedronki i nietłukące kieliszki. Wyciągam i pytam czy chce kieliszeczek, a Andrea, bardzo zdziwiona zresztą, odpowiada, że dziękuje, ale jakoś tak rano nie ma ochoty. Było mi głupio, bo zakładałam, że jak babka mieszkała większość żywota między Tatrami a Wielką Fatrą, to nie będzie to dla niej takiego żadna egzotyka... Przeliczyłam się.

Rostislav to nasz sąsiad zza płotu. Jego ksywa kaktusiarz się wzięła od jego pracy, mianowicie utrzymuje się z hodowili kaktusów. Ma około 50 lat i trójkę małych dzieci. Wcześniej pracował długie lata w szkole jako nauczyciel biologii, ale niezbyt go bawiła ta praca. Nie przepada za sztywnymi strukturami, schematami i regulaminami. Raz wylądował na dywaniku u dyrektora, bo przyszedł do szkoły w zafarbowanych na niebiesko włosach. Teraz jest sam sobie panem; robi to, co potrafi i lubi. Jego szklarnia z kaktusami naprawdę robi wrażenie. Okazy, jakie hoduje, kosztują od kilkunastu do kilkuset złotych. Niektóre przywozi aż z Ameryki Południowej. W jego zbiorach znajdują się również kaktusy psychoaktywne czy halucynogenne, ale kaktusiarz mówi, że ich w tym celu nie używa, bo go to nie bawi. Twierdzi, że tripy, ćpanie czy nadużywanie alkoholu jest wyłącznie dla ludzi, którzy nie mają żadnych obowiązków i nie muszą rano wstać do pracy. On musi wstawać do dzieci i kaktusów. Jedynym jego narkotykiem jest bieganie. Nie przepuści żadnego maratonu w naszym województwie.

Zdenkę poznałam w zespole tańców dawnych. Jest przed 60-tką, pracuje w szpitalu wojskowym, zawsze jest bardzo elegancko ubrana i stara się żyć aktywnie. W wolnym czasie nie tylko tańczy, ale również udziela się w towarzystwie gimnastycznym Sokol. Kiedy usłyszała, że nie mamy telewizora w domu, spytała: "Ale jak to? To tak się da?" a na wiadomość, że jestem w ciąży, prawie przerażona, zapytała: "Yyyyy? A co ze Spartan Race?!"

Martina to moja mentorka i lektorka. Uczy mnie j.czeskiego poprzez konwersacje przez Skype. Lubi ponarzekać na swoich niesfornych czy wiecznie znudzonych uczniów (doucza literatury czeskiej dzieci w wieku szkolnym), na poziom edukacji w szkołach, na starą kadrę profesorską, która nie wie, kiedy odejść na emeryturę, na swój naród, na bucowatych ludzi w swoim miasteczku, na młodzież, która jedynie żąda, a nic nie potrafi i nic nie robi. (Skąd ja to wszystko znam?) Razem porównujemy życie, zwyczaje, kulturę,  szkolnictwo, rynek pracy i oczekiwania ludzi w naszych krajach i dochodzimy do wniosku, że wiele rzeczy mamy wspólnych i w obydwu krajach panuje porównywalny burdel, tylko w innych obszarach czy aspektach życia społecznego.

Ta lista może nie mieć końca i, co bardzo mnie cieszy, powiększa się niemal z każdym miesiącem. Specjalnie pominęłam jedną sławną osobę, o której jeszcze napiszę w osobnym poście.

A tymczasem dobranoc i dziękuję bardzo, że mnie czytacie :*




czwartek, 13 października 2016

Wycieczka zakupowa do Polski

Wczoraj udałam się na Wycieczkę zakupową do Polski, którą zorganizowało biuro podróży Luňáček z Kuřima. 
Kierowała mną nie tyle potrzeba zakupów, co ciekawość. Chciałam się dowiedzieć, jak wygląda taki wyjazd, jacy ludzie są zainteresowani zakupami w Polsce, co będą kupować, jakie będą mieć oczekiwania itp. Chciałam także zobaczyć Cieszyn, w którym nie byłam już od ponad 10 lat.

Największym wyzwaniem było wstanie o 3:45 rano. Było to konieczne, ponieważ o godz. 4:45 ruszał z Kuřima autokar wycieczkowy. Na przystanku zaczęli gromadzić się wycieczkowicze. Połowa z nich miała torby na zakupy na kółkach. Rozmawiali o tym, jaka to w Kuřimiu jest lipa z zakupami, że kiedyś było lepiej, więcej sklepów itd.
Autokar przyjechał punktualnie. W środku siedziały już cztery pasażerki, które jechały z Blanska lub z Lipuvki, zdecydowana większość uczestników wycieczki wsiadła w Kuřimiu, a potem w Brnie dosiadły się jeszcze 2 kobiety. Autokar był pełny. Pasażerowie byli na oko w wieku 50-75 lat. 1/4 stanowili mężczyźni, reszta to były kobiety. Jak się łatwo domyśleć, byłam tam najmłodsza, co poskutkowało tym, że zwracano się do mnie mladá paní, a jedna babcia zagadując mnie użyła słowa malinka (pl. malutka) :D

Jako że jechałam tam w charakterze szpiega, postanowiłam nie rozmawiać z nikim, by nie zdradził mnie akcent ;) 
To się oczywiście nie udało... Niemal co chwilę, któraś z babć do mnie zagadywała, że to dziś trochę zimno, że ciekawe czy będzie padać deszcz, że na tej stacji benzynowej mają dobrą kawę, że autokar wygodny, że jedziemy bez opóźnień itd.  I jak tu siedzieć cicho, kiedy wokół sami życzliwi ludzie??? Wpadłam, jak Anglik w filmie Inglorious Bastards...
Ale to nie miało większego znaczenia.

Pilot wycieczki (i właściciel biura podróży w jednej osobie) opowiadał przez mikrofon, jakiego typu towarów możemy się spodziewać. Mówił: znajdziecie tam Państwo odzież na zimę, wyroby skórzane, artykuły spożywcze, grzyby, i żeby się nie bać mięsa czy wędlin, ponieważ są one dobre, a te historie, że są napchane antybiotykami to mity, jakie wymyśla konkurencja i żeby spróbować hot-dogów, bo są dobre i nie kosztują dużo. Ale to większość z Państwa już wie, bo już byliście z nami na poprzednich wyjazdach. Dodał także, że przy podziale Cieszyna, Polacy dostali historyczną część ze starym miastem, natomiast Czechom przypadła przemysłowa część miasta.

Około godz. 8:00 rano dojechaliśmy na parking pod cieszyńskim targowiskiem. Można tam było płacić w koronach, złotówkach lub euro. Kupić można było głównie kurtki zimowe, szaliki, czapki, termoskarpetki, buty, ciuchy dla dzieci, piżamy, kapcie, koce, bluzy, słodycze, oscypki, wyroby z wikliny i wszystko to, co zazwyczaj można kupić na targu.
Była mżawka, było zimno i jak dla mnie, na targu nie było wiele ciekawych rzeczy. Być może należę do pokolenia, które jest rozpieszczone wygodą kupowania przez internet, ewentualnie w centrach handlowych, gdzie jest zawsze ciepło i nie pada na głowę.
W każdym razie wycieczkowicze wyglądali na zadowolonych. Kupowali  eleganckie, pikowane  zimowe kurtki, wiklinowe koszyki, znicze, legginsy, skarpetki, swetry, rękawiczki, słodycze, grzyby a także ozdoby z plastikowych kwiatów.
Po około dwóch godzinach pojechaliśmy autokarem na drugie targowisko, usytuowane tuż przy rzece Olzie. Tu było jeszcze więcej stoisk i jeszcze więcej wszystkiego. Miałam 2,5 godziny wolnego czasu, więc postanowiłam zwiedzić stare miasto. I to był strzał w dziesiątkę. Cieszyn jest naprawdę urokliwym  miasteczkiem, z kamieniczkami, latarniami i kostką brukową. A z racji kiepskiej pogody na ulicach było niemal całkiem pusto, więc były to idealne warunki do zwiedzania i robienia zdjęć.
O godz. 13:00 odjechaliśmy w stronę Brna. W drodze powrotnej był jeden postój przy Autogrillu na wysokości Ołomuńca.
Do domu przywiozłam trochę ciuchów dla dzieci, bluzę, zapas Kasztanków i Prince polo i Krówek.
Ogólnie rzecz biorąc, cieszę się, że miałam okazję zrobić mały research odnośnie turystyki zakupowej w Polsce i na pewno jeszcze skorzystam z usług biura Luňáček. Od tego roku w ofercie jest wyjazd do Primarku w Wiedniu. Tam mnie nie może zabraknąć!


Ul. Przykopa, tzw. Cieszyńska Wenecja



Ul. Przykopa


Restauracja na ul. Przykopa




Most graniczny



Park Pokoju

Rynek

wtorek, 4 października 2016

Broń w Czechach

Dla naszych południowych sąsiadów broń nie jest żadną egzotyką. Średnio 7 osób na 100 przechowuje w domu pistolet, strzelbę lub karabin (lub kilka sztuk). Jest to europejska średnia - w Belgii i w Niemczech to wygląda podobnie, w Austrii około 13 osób na 100 ma broń, w Skandynawii 30-40 osób na 100.




Czesi mają w posiadaniu około 806 895 sztuk zarejestrowanej broni (dane z 2015r.). Szacuje się, że około kilkanaście tysięcy sztuk broni palnej jest bronią przetrzymywaną nielegalnie (tzw. broń niezarejestrowana).
W Polsce legalnie zarejestrowanej broni jest 390 820, przy czym ilość mieszkańców jest czterokrotnie wyższa. (Dane z 2015 r.)

Aby móc kupować, posiadać lub sprzedawać broń (pojedyncze sztuki, nie hurtowo) należy wyrobić sobie pozwolenie na broń (tzw. zbrojní průkaz).
Takie pozwolenie może otrzymać de facto każdy, kto jest zdrowy i nie był karany. 

Jak to wygląda w praktyce?
Wyrobienie pozwolenia na broń może zająć od jednego do kilku miesięcy. Wiąże się to z trzema odwiedzinami na komisariacie, raz na strzelnicy i raz u lekarza. Oraz z wydatkami (im więcej kategorii broni chcecie, tym wyższa będzie cena).

Krok pierwszy - to udanie się na komisariat policji, na którym zajmują się wydawaniem pozwoleń na broń. Tam trzeba będzie złożyć wniosek, że chcemy się ubiegać o w/w pozwolenie.

Krok drugi - to kurs posługiwania się bronią na wybranej przez nas strzelnicy. Nie jest to punkt obowiązkowy. Jeśli już to potrafimy, możemy pominąć kurs i udać się od razu na egzamin.

Krok trzeci - egzamin, który składa się z części teoretycznej i praktycznej. Egzamin odbywa się na strzelnicy, którą wskaże nam policja. Co do teorii - możemy udać się na kurs lub opanować ją sami. Test z odpowiedziami jest dostępny w internecie. Składa się z 485 pytań. Na egzaminie losuje się zestaw 30 losowo wybranych pytań. Potem następuje egzamin praktyczny, podczas którego egzaminator sprawdza czy potrafimy naładować/rozładować, złożyć/rozłożyć broń i w miarę celnie strzelać.

Krok czwarty - wizyta u lekarza. Należy udać się do swojego lekarza rodzinnego, który oceni nasze zdrowie psychiczne i fizyczne. Jeśli ma wątpliwości, ma prawo posłać nas na dodatkowe badania specjalistyczne (np. wzroku, słuchu czy psychologiczne).

Krok piąty - kiedy już mamy zdany egzamin i pomyślnie przeszliśmy badanie lekarskie, udajemy się na komisariat by wypełnić formularz z prośbą o wydanie pozwolenia.

Krok szósty - odbiór pozwolenia na broń na komisariacie.

 Pozwolenie można wyrobić sobie na 6 różnych kategorii:
Kategoria A - to broń kolekcjonerska (ke sběratelským účelům)
Kategoria B - do celów sportowych (ke sportovním účelům)
Kategoria C - do celów myśliwskich (k loveckým účelům) 
Kategoria D - do wykonywanie zawodu (k výkonu zaměstnání nebo povolání) 
Kategoria E - do ochrony życia, zdrowia, majątku (ochraně života, zdraví nebo majetku)
Kategoria F -  do prowadzenia badań pirotechnicznych ( k provádění pyrotechnického průzkumu)

Wiele osób ubiega się od razu o cztery kategorie: A,B,C i E. Ciekawostką jest, w Polsce praktycznie nieosiągalna, kategoria E. Pozwala ona nosić załadowaną broń przy sobie do celów ochrony osobistej. Nie trzeba wniosku o pozwolenie dla ochrony osobistej w żaden sposób uzasadniać. Wystarczy po prostu zakreślić odpowiednie pole na formularzu i przykleić znaczki skarbowe za ok. 100zł (każda kategoria to koszt 700Kc). Idąc dalej - zezwolenie rozciąga się z reguły na całą posiadaną broń, więc teoretycznie posiadacz kategorii E jest uprawniony nosić przy sobie nabitego kałasznikowa, choć niewielu to czyni ze względu na kwestie praktyczne.

Broń palną gazową i naboje do niej można kupić w sklepie i nie jest ku temu potrzebne żadne pozwolenie. Wystarczy dowód osobisty. 

Na przestrzeni ostatnich kilku lat malało zainteresowanie uzyskaniem pozwolenia na broń. Zmieniło się to w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. Na komisariatach ustawiają się kolejki ludzi chcących zdobyć pozwolenie na broń. Czesi kupują także coraz więcej broni. Właściciele sklepów z bronią przeżywają  swój najlepszy okres.
Co jest tego powodem? Pracownicy strzelnic, jak również sami zainteresowani tłumaczą, że obawiają się zamachów terrorystycznych i wzrostu przestępczości, jakie miało miejsce w Europie Zachodniej. Do tego dochodzi pragmatyczny argument: "lepiej mieć, a nie potrzebować, jak potrzebować, a nie mieć".

Jak się to przekłada na poziom bezpieczeństwa w kraju? Czechy są w pierwszej dziesiątce najbezpieczniejszych krajów na świecie. Ilość włamań do domów prywatnych jest bardzo niska. Jedyny incydent z bronią, o jakim słyszałam, to zabójstwo w Uherskim Brodzie, gdzie to mężczyzna z problemami psychicznymi zastrzelił w hospodzie 8 osób.



Od upadku komunizmu były w Czechach trzy amnestie dla posiadaczy nielegalnej broni. Podczas ostatniej, która miała miejsce w 2009 roku, zebrano rekordowe 7901 sztuk nielegalnie przetrzymywanej w domach prywatnych broni. Ludzie przynosili głównie rewolwery i strzelby, ale z "perełek" znalazł się także karabin maszynowy i pistolet maszynowy, używany w czasie bitwy o Stalingrad.

Jeśli jesteście ciekawi, co oferują sklepy z bronią oraz jakie są ceny, można kliknąć na poniższe linki:
http://www.gundrak.cz/
http://www.armyarms.cz/
http://www.beareka.cz/
http://www.zbraneklapka.cz/zbrane/
http://www.zbraneusti.cz/ 

Źródła:
http://www.ceskatelevize.cz/ct24/domaci/1508532-cesi-vlastni-750-tisic-zbrani-nejvice-strelcu-je-ve-strednich-cechach
http://zbranekvalitne.cz/zbrojni-prukaz/
http://statystyka.policja.pl/st/wybrane-statystyki/bron/bron-pozwolenia/50841,Bron-pozwolenia.html
http://www.mvcr.cz/clanek/zbrane-a-strelivo-92.aspx 
https://en.wikipedia.org/wiki/Global_Peace_Index

czwartek, 15 września 2016

Powiedzenia, przysłowia, idiomy


Dziś przyjrzymy się czeskim powiedzonkom i idiomom, bo jak to mówił mój nauczyciel j. niemieckiego:"Bez gramatyki można żyć, ale bez  idiomów, człowiek nie zrozumie obcego języka."



No to lecimy:

zadarmo ani kuře nehrabe -czyli dosłownie: za darmo nawet kura nie grzebie, tj. za darmo umarło

jednoduche jako facka -proste jak strzał w pysk

mit hluboko do kapsy - mieć głeboko do kieszeni, tj, nie mieć pieniędzy

je mi to fuk - jest mi wszystko jedno

mit plne zuby - mieć pełne zęby, tj. mieć czegoś po dziurki w nosie

blesk z čistého nebe - grom z jasnego nieba

být za vodou - być za wodą, tj. mieć dużo pieniędzy

dělát mrtvého brouka - robić martwego chrząszcza, tj. udawać, że coś nas nie dotyczy

ježkovy voči - "oczy jeża", czyli zaskoczenie, nieoczekiwanie czegoś

má to své mouchy - ma to swoje muchy, tj. nie jest to doskonałe

natáhnout bačkory - naciągnąć kapcie, tj. umrzeć

pít jako duha - pić jak tęcza, tj. pić dużo alkoholu

puštěný ze řetězu - zpuszczony z łańcucha :)

jak prase v žitě - jak świnia w życie, tj. jak pączek w maśle

chlastat jako prase - chlać jak świnia 

dát někomu kopačky - dać komuś korki, tj. zakończyć związek

házet klacky pod nohy - rzucać kłody pod nogi

jako kdybys to vytáhl krávě z prdele - jakbyś wyciągnął krowie z dupska (u nas 'z pyska')

mít se jako pánbůh ve Frankrajchu - mieć się jak pan Bóg we Francji, tj. żyć w luksusie i bez problemów

na stará kolena - na stare kolana, tj. na stare lata

Oczywiście jest tego o wiele więcej. Bardzo dużo czeskich idiomów i powiedzonek ma także polskie odpowiedniki.

Kogo temat interesuje, może go zgłębić posiłkując się tymi stronami:
https://cs.wiktionary.org/wiki/Kategorie:%C4%8Cesk%C3%A9_idiomy
http://chi.cz/zajimave/idiom
http://www.idiomy.cz/ukazky-idiomu/ceske-idiomy/


Przypadkiem znalazłam piosenkę Jarka Nohavicy o tytule Jak prase v žitě która opowiada o błogim życiu w mieszkaniu spółdzielczym.